To ja Twój ziom, czyli mały szary człowiek… w RX.

51989847_10219421333110585_263909333564129280_nKażdy kto mnie lepiej, bliżej zna wie, że jestem wielkim fanem Adama (OSTR)…  więc na wstępie wybaczcie mi tę „Tytułową” parafrazę cytatu z kawałka „Mały Szary Człowiek”… po prostu ten kawałek grał mi w głowie przez ten cały niezapomniany weekend. Czas debiutu, najtrudniejszej próby z dotychczasowych. Wejścia w świat, gdzie mały szary człowiek kiedyś nie ośmielał się nawet marzyć, aby w nim zaistnieć…

Third Person Perspective…

Pierwszym filarem wszelkiej determinacji był Janek, który w całym sezonie 2017 pauzował – poświęcając ten czas na zebranie zasobów pozwalających na start w Mistrzostwach Polski Rallycross (MPRC). To wtedy podjął decyzję o wyrobieniu licencji zawodniczej (Licencja Wyścigowa B,C). Kompot z Truskawek, bo taką pieszczotliwa ksywę ma jego BMW powoli był szykowany do zawodów… a My z całym zespołem zdobywaliśmy laury w najwyższych rangą cyklach amatorskich na Mazowszu. 27624835_1394581530647346_8851979706854387766_o

Finalnie wyjęliśmy wtedy 34 puchary za klasyfikacje sezonowe. Nie lubię się chwalić – ale naprawdę wielki wysiłek całego zespołu został nagrodzony. Ponad 22 imprezy sportowe w roku. Mimo amatorskiej rangi – zawsze skupieni byliśmy na jak najlepszym przygotowaniu. Często przygotowania trwały do późnej nocy przed zawodami – bo całość działa się z weekendu na weekend. A w tygodniu – wiadomo praca, dom do ogarnięcia plus praca nad autami. To był sezon maksymalnego wysiłku. Dla wszystkich.

Śmiesznie wyszło, że w całym tym dorobku tylko dwa pucharki były moje.  I muszę Wam szczerze powiedzieć  nie cieszyły tak, jak sukcesy reszty członków zespołu. Zawsze własną jazdę zostawiałem niejako na koniec – na pierwszym miejscu była techniczna obsługa, pomoc dla zespołu i szkolenie/pomaganie naszym podopiecznym. Nie raz zdarzało się tak, że oprócz swojego przejazdu – robiłem jeszcze 2 lub 3 przejazdy  w trybie Co-Drive, odpuszczając własne zapoznanie z trasą i zapoznanie robiłem na OS1 :). Na gwałt wsiadałem do swojego auta spinałem pasy i bez chwili zastanowienia było już 5… 4… 3… ciach i start. Mimo natłoku obowiązków – zespołowe działanie wspaniale przekładało się potem na wyniki, samodzielność i pewność siebie świeżych zawodników.  I to właśnie dawało ogromny zastrzyk pozytywnej energii i w efekcie jakieś poczucie spełnienia. Dużo bardziej niż własne sukcesy. To było obok. Poza głównym obrazem… zauważane dopiero z poziomu trzeciej osoby… nigdy w lustrze.

Najdłuższa z 34 wiosen…

Tak naprawdę to najdłuższa to chyba była ta pierwsza, w inkubatorze, z 900 gramowym smarkiem pozalepianym plastrami żeby się nie wiercił… ale… od czego by tu zacząć…

W sumie nie pamiętam dokładnie kiedy to się stało, ale wspólnie z Zuzią po chyba jednej pojedynczej rozmowie podjęliśmy decyzję o przejściu o krok dalej razem z Jankiem.  Skoro Janek atakuje Rallycross – a w sercu Zuzki od zawsze siedziały wyścigi płaskie pomyślałem: damn why not?

Kto się nie rozwija ten się cofa… wielka mądrość, którą czasem bardzo trudno przekuć w rzeczywistość… ale jak nawija donGuralesko „Wszystko jest stanem umysłu„. Porażka nie była opcją – chwytanie doświadczenia potencjalną wielką nauką a ewentualny sukces mega radością, kropką nad i, wisienką na torcie. I Jakoś w grudniu 2017 się zaczęło…

30262147O ile przygotowanie auta Janka było całkiem easy – 1.8 IS był już na pokładzie, jakiś niegłupi zawias, klatka, fotel z homologacją… W sumie trzeba było go tylko dostosować do warunków klasy RWD CUP w MPRC.  Oskalpować z wiązek, lamp i wszelkich niepotrzebnych gratów. Okleić szyby folią „antyrozpryskową”, dodać 2L regulaminowy oil catch tank, pasy 6 punktowe, hebel z zewnętrznym wyłącznikiem i 3 lampy LED za tylną szybą robiące za pozycje i stop 🙂 aaaaand its gone…  w sumie zajęło nam to koło 3-4 dni.

Taka zaleta klasy pucharowej gdzie auto ma być na maksa seryjne. Oczywiście przygotowanie topowego auta to wbrew pozorom spory koszt. My jednak postawiliśmy na rozwój zawodnika i auta wiedząc dokładnie gdzie sprzętowo jest potencjalnie coś do zrobienia.

W międzyczasie Zuzia i Janek zrobili licencje… a do 1 rundy WSMP zostało może 4 miesiące… Środek zimy, pogoda z czapy, brak ciepłego warsztatu dał się we znaki… to był czas intensywnego projektowania i gonitwy myśli. Z racji, że zawodowo tykam się różnych rzeczy od części silników lotniczych , przez sprzęt do wydobycia ropy a kończąc na największych na świecie turbinach wiatrowych, wiele lat analizowania konstrukcji ryje beret – ale w tym pozytywnym kontekście. W głowie pojawia się mnóstwo potencjalnych rozwiązań, optymalizacji, dyskusji rozwiązań – regulamin techniczny dywizji narodowej 4 – mam wtedy  już chyba w DNA…  szukam części, kompletuje graty, projektuje całe aero, mocowania, płaską podłogę, mocowanie bezpiecznego zbiornika  paliwa ATL (z 2Brally), a sam raport z dokumentacją ma ponad 30 stron aby uzyskać zgodę delegatów technicznych PZM – bo nikt inny wcześniej w PL tego nie robił… w co ja się wpakowałem.

Wszystko dogaduje, mało śpię… wywożę Hondę na wspawanie mega rozbudowanej klatki w Vicars … tydzień spokoju… ale nie w codziennej pracy. Gdyby doba miała chociaż 32h…

Długa zimna i deszczowa zima zebrała srogie żniwo… pierwsza runda RX Janka, 2 tygodnie do inauguracji sezonu WSMP a auto Zuzi w totalnym proszku… Mimo najszczerszych chęci i poświęcania zdrowia zbyt powoli auto nabierało kształtów… Majówka a i owszem! przy grillu! – który musiałem powycinać żeby upchnąć tam 11 rzędową chłodnice oleju z przewodami z MTRL. W końcu dopiero w czerwcu auto wyjechało na testy… My mieliśmy już za sobą 3 rundy Rallycrossu z Jankiem. Rozmawianie ze mną wtedy bardziej przypominało film o zombie… ale cel uświęca środki! albo uśmierca… hmm… czy coś…

honda

Mój pierwszy kontakt z profesjonalnym motorsportem to były Mistrzostwa Polski Rallycross – dzięki Żonie i Konradowi „Zwierzakowi” jako asystent sędziego na PO3 na starym Słomczynie. Teraz po wielu latach mogłem zasmakować tego sportu z bardziej czynnej perspektywy mechanika i konstruktora. Nie powiem, był stresik – ale auta byłem pewien. Na pierwszym BK wynikły małe kwiatki – Janek lekko w panice – Ja podły regulamin-nazi bez pykniecia brewki prostuje sytuację. Mamy to za sobą. Jedziemy! Wielkie chwile dla Janka. Dla nas też. W końcu debiutowaliśmy w Mistrzostwach Polski – już wyżej się k…a nie da! Wtedy słabo to do nas docierało 🙂

Ta najdłuższa wiosna skończyła się we wrześniu… ot tak przewrotnie.  Czerwca, lipca i sierpnia nie bardzo pamiętam… Szalone tempo… taki np. środowy trening zawodniczy na Tor Poznań… Mega ważna sprawa dla Zu jako zawodnika bo do tamtej pory latała hondą po Poznaniu… w AssettoCorsa… a dla mnie finalny test auta. Big Deal!

Wtorek 5:50 rano meldunek w pracy – 8h na posterunku potem szpula przed korkami do domu. Zapinamy lawetę do Volviaka… tankujemy podtlenek gazotu, punkt 16 wylatujemy na E30 kierunek Poznań…

Volvo załadowane po dach. W głowie burza, co może się posypać potencjalnie i jak być na to przygotowanym. Czy wstępne nastawy zawieszenia dadzą radę przy 200 km/h… i ciągle ta myśl k@#$a w końcu tym autem będzie jechać najbliższa mi i najważniejsza w moim życiu istota… w tych czasem trzęsących się pociętych, pokaleczonych i na okrągło ubabranych w smarze rękach leżała ogromna odpowiedzialność… Jednocześnie trzeba trzymać ryja z pokerfacem – Zu bardzo przeżywała te pierwsze jazdy, wsparcie musiało być totalne… bez mrugnięcia oka. Byłem Jej to winien.

3 rano dolatujemy do Poznania. 4h snu a tak naprawdę może pół… jedziemy na tor.  Od 10 jeździmy. Ustawianie auta, ciśnień, otwieranie się kierowcy, cenne rozmowy, monitoring odczytów temperatur i ciśnień oleju. 3 sesje za nami. Pakujemy się – 17 wyjeżdżamy z Poznania… w Warszawie po 2 w nocy… a o 6 pobudka do pracy… i kolejne 8+ godzin na posterunku w robocie. Wszystko spoko gdyby tylko nie ten niecierpliwy wzrok kolegów w kuchni jak pakowałem 5x espresso w jeden kubek…

Egzamin zdany – wszystko podaje jak należy. Potem dodatkowe testy na Słomczynie – cykniety lap time 41s. No kurcze! jest dobrze! Zmęczenie jednak nie daje poczucia pewności siebie – prędzej poczucie – o czym ja zapomniałem… damn! Ciągłe okiełznywanie chaosu…

W końcu wrzesień. W czwartek wieczorem rozstawiony serwis – niby wyjechaliśmy z Warszawy o 10 rano… ale korki po drodze – i podróż 8h… Piątek, wyjeżdżamy z Hotelu. Spałem może 2h. Czas był – ale jednak stres robi swoje. A to nie ja jechałem…

Ale to moje auto musiało przejść BK. Jedno z najbardziej szczegółowych pośród wszystkich serii w kraju. Walę na pożyczonym rowerze za Zuzką do budynku BK koło pętli kartingowej.  Na pierwszy strzał ważenie. Nie zdążyłem zważyć auta na profi wagach. Budując auto liczyłem każdy dodany i odjęty kilogram.  Pierwsze ważenie 100kg niedowagi… Ja mam zawał. Poziom stresu był taki – że myślałem tylko w mgnieniu, skąd ja natłukę w 1h 100kg żelastwa na balast…  chłodny osąd przyszedł dopiero z drugim oddechem. Tlen dotarł do tego wyżartego Monsterkami łba… Coś jest nie tak… i było… jedna podparta na rampie opona zafałszowała odczyt. Przesunęliśmy auto o 2cm… 1023 kg z pustym bakiem, przy 1030 regulaminowo. IDEALNIE! Jednak się nie pomyliłem. Reszta poszła dobrze. Każda śrubka oglądana 2 razy. Rozbieranie auta komisyjne. Zero taryfy uylgowej.

No to sobie skoczyłem na głęboką wodę… w stylowych betonowych butach… na główkę… do pustego basenu… ugh… ale jedziemy z tym!

BK skończyło się po przejazdach kwalifikacyjnych – które Zuzia przejechała zgodnie z harmonogramem – ale po zjeździe z kwali mialem 1.5h na demontaż całego tyłu, dyfuzora, płyt osłonowych i aero podwozia, części zawieszenia, wydechu, tak aby delegaci techniczni mogli ocenić montaż bezpiecznego zbiornika paliwa i czy jest ono zgodne z regulaminem i dostarczoną przeze mnie dokumentacją. Było grubo. Czasu mało. Byliśmy tam w piątek we dwoje. Więc robota w pojedynkę. Daliśmy radę! Auto dało radę. Sobota była nasza! Ja już funkcjonowałem chyba z rozpędu. Niedziela, piękna kwalifikacja do 2 wyścigu… łzy w oczach po złamaniu 2 minut… i to wspominane moje „to są k#$%a dwa dobrze opóźnione hamowania. I musi się udać” które Zu usłyszała zebrane mikrofonem Filipa który był jej inżynierem wyścigu – a co jak w F1! …i się udało. Po Zu leciałem 30cm ponad chodnikami… jak dynamit…  piękne, wzruszające chwile, śmiech, krzyk i łzy radości… podrzucanie te sprawy… totalna kałabanga po berecie!

43614798_1677425935

Współprzeżywali te chwile też nasi przyjaciele – najważniejsi ludzie! To dla nich, z nimi i mimo wszystko!

Można z Wami i dla Was w szczytnym celu się prawie zajechać.

Było Warto. Dla każdej sekundy tej przygody.

Dziękuję Wam za słowa i motywację!

A Żonie dziękuje za wiarę w to co stworzyłem i ciśnięcie na maxa! Dałaś radę!

Skutków następstwa…

40646278_1633120303460133No dobra pomyślicie – po co ta retrospekcja z 2018 roku… Mamy tu i teraz… No może i mamy – Macie rację – ale tu i teraz to sobie można wysłać przelew do zgłoszenia na WSMP czy RX…  klik klik – sms kod – bang! Cała reszta to dla kogoś kto wchodzi w tę gałąź motorsportu, wywalenie świata do góry nogami. Będąc przyzwyczajonym do BK gdzie sprawdzamy OC, przegląd i klakson z gaśnicą i BK Ok – coco jumbo i do przodu…

A tu nagle obrywamy po plecach sztachetą mnóstwa przepisów załącznika J i regulaminów MKS FIA oraz regulaminu ramowego danych mistrzostw. Tu nikt niczego nie będzie szukał – tu zawodnik ma udowodnić, że wszystko jest idealnie. Jeśli nie odrobimy lekcji – wtedy to jest spacer we mgle po polu minowym…

Do tego dochodzi specyfika danych mistrzostw. Mnóstwo danych, parametrów i regulacji do wzięcia pod uwagę. Ja jestem samoukiem – co wiem dowiedziałem się sam – najczęściej przez ciężką pracę i szukanie informacji i naukę – czasem dzięki pomocnym dobrym duszom. Jak możecie się domyślić w tak silnie „konkurencyjnym” sporcie gdzie małe niuanse i triki często przeważają pomiędzy zwycięstwem a porażką ciężko o taką dobrą duszę… co j est w sumie zrozumiałe. Wszyscy znamy reguły gry i nie ma taryfy ulgowej.

Tak czy inaczej z wielką pokorą trzeba było stanąć na wysokości zadania, wszystko przygotować najlepiej jak to było możliwe, bardzo dużo obserwować – analizować – jednym słowem chłonąć co tylko się da, żeby potem przekuć to na jakiś sukces.

W 2018 pewnie zauważyliście, że moje BMW zniknęło ze stawki zawodów na Mazowszu. Owszem byłem na każdym KWC i kilku innych imprezach – ale jako serwis zespołu.  Niestety jak by się nie starać to doba to nie balon a portfel ma dość płytko dno… Marzenie Zu i Janka były dla mnie najważniejsze. To był niezaprzeczalny priorytet.  Cały ten rok poświęciłem dla Zuzki, Janka, Kuby – MPRC, WSMP, Tarmac Masters bo to oni mieli teraz pchać zespół wyżej i zbierać cenne doświadczenie. Obiektywnie patrząc to  naprawdę niezły przekrój dyscyplin – Wyścigi, Rallycross, Rajdy. Każda ze swoją magią i specyfiką tak bardzo różną od drugiej.  To dla inżyniera i konstruktora ogromna przestrzeń do rozwoju. Codziennie odrabiałem lekcje po to żeby wspierać ich najlepiej jak to było możliwe.

Na RX było grubo. Byłem chyba w swoim żywiole – auto Janka przez mnie przygotowane i sprawdzone totalnie bezawaryjne. Ustawialiśmy auto wspólnie z Jankiem i szukaliśmy cennych sekund. Analizowaliśmy onboardy i staraliśmy się korygować błędy – tych było trochę – ale ten nie popełnia błędów kto nic nie robi.  Byliśmy blisko połfinałów. W debiucie w bardzo równej klasie to był dobry wynik.

Przez bodaj 3 pierwsze rundy pod opieką serwisową miałem też auto klasy Supernational. I w przeciwieństwie do kompota Janka zawsze było z nim sporo pracy. No niestety, pierwsze cenne doświadczenie RX-owe – polegać możesz na aucie które sam zbudowałeś! Koniec kropka. I wtedy również możesz się pod nim podpisać. Łatwo nie było – na dzień dobry wybuch chłodnicy z powodu niewystarczającego wentylatora, a kiedy chcesz to naprawić zastajesz iskrzącą poprzecinaną wiązkę elektryczną poprzetykana ECU i głównego plusa bez osłon przez powycinane dziury w ścianie grodziowej…  to po pierwsze siwiejesz… po drugie kryjesz zaskoczenie, że to jeszcze nie spłonęło podczas biegu albo nie upaliło ECU… a potem starasz się ratować sytuację.  Starałem się odratować co się dało, uczynić auto bardziej konkurencyjnym i porządnym (silnik, wałki, program ecu, wydech, elektryka).  No i fakt z linii startu wyrywało o niebo lepiej. Za resztę niestety nie mogłem odpowiadać. Czasami przykro było patrzeć – ale takie jest życie kiedy ego przerasta 10-krotnie umiejętności. Często żałuję, że nie poświęciłem tego czasu Jankowi – może ogólny wynik w sezonie byłby lepszy. Nigdy się tego nie dowiemy. Czasem trzeba podejmować ryzyko i żyć z jego konsekwencjami.

To co najbardziej mnie zdziwiło na RX to pytania kolegów z czołowych stajni wystawiających auta i zawodników w RWD Cup i Supernational – Michał czemu nie ma cie na starcie, czemu nie jedziesz… Przecież byś tu nieźle narozrabiał – masz wiedzę doświadczenie – większe niż pewnie połowa tego paddocku…

Mnie zamurowało – co? ja? gdzie? Gdyby to była jedna osoba – ok uznałbym, że jest po prostu miła i taka ocena jest mocno na wyrost… ale tych osób było więcej… fu#$… co tu się dzieje… A ja… ja tylko robiłem swoje najlepiej jak umiałem. Nie dbałem o to jak to wygląda na zewnątrz. Dbałem o to żeby było najbardziej profi na ile może sobie pozwolić amatorski zespół z maleńkim budżetem ale za to wielkim sercem do sportu.

Mimo mega zmęczenia i wielu nieprzyjemnych sytuacji po drodze, brnąłem sinym ryjem w błocie do końca.  Radość i spełnienie Janka i Zuzki dawało mi to mega kopa do przodu. I jeśli ktoś z zewnątrz to potrafił zaobserwować – Super! To oznaczało, że się udało!

Zdobyłem nieocenione doświadczenie, przeżyłem niezapomniane chwile a beemka grubą warstwę kurzu…

Męska decyzja

Po wrześniu nastała chwila odpoczynku… Ale skoro mam już pełno-prawną wyścigówkę  – to może warto byłoby ogarnąć jakąś dla niej stajnię. Miejsca przy domu mało, budżet rodzinny nadszarpnięty jak antylopa przez stado hien… Co tu wykombinować…

45486009_1972158139531169_

Krótka podróż po allegro – jest! – hala lakiernicza 6x4m. Solidna konstrukcja, kilka krawężników dookoła, kotwy przęsłowe, porządny betonowy najazd, 750 kg ażurów betonowych, kilka płyt betonowych ze starej ścieżki na tył domu… Wspólnie z Dybsonem i Świstakiem całkiem sprawnie postawiliśmy całą konstrukcję. Potem położenie oświetlenia, instalacji elektrycznej i skrzynki bezpiecznikowej było niemal formalnością.  I jest! Po tylu latach własna mini hala, w której w ludzkich warunkach będzie można coś zbudować czy naprawić po zawodach. Wcześniej wszystko działo się na podwórku  pod małym namiotem. Mega radocha i w końcu poczucie jako takiej niezależności. Czemu o tym piszę? Po doświadczeniach z hondą i trudnościami z budową w związku z pogodą mi brakiem odpowiedniego miejsca. Nie mogłem sobie już więcej pozwolić na pracę w takich warunkach. Zdrowie też mi tego nie wybaczyło… no ale cóż co nas nie zabije…

A gdyby tak… ?!

Na ostatnią rundę RX2018 pojechaliśmy z Zuzią do Torunia na mini „Wakacje” tym razem jako widzowie i mała mediowa obsługa naszych przyjaciół z Flatout Rallycross Team. Tam siedząc na wałach i na spokojnie obserwując kwalifikacje RWD Cup Zuzia zagadnęła:

– Może Ty byś w końcu wystartował co?

– Ja?!  No nie wiem…

– Tak Ty!  Już wiesz jak to wygląda, masz beemkę wystarczy tylko zrobić licencję… Napewno byłbyś szybki – wierzę w to!

– No tak… ale nie chcę downgrade-ować auta… za dużo pracy i $$ w nie poszło żeby je teraz ogołocić…

Zuzia odparła:

No ale Kocie wiesz, że wtedy musiałbyś jechać w SuperNationalu… z  Zollem, Melonem, Halkiem?

– Wiem.

Pamiętam jak obserwowałem wtedy całą stawkę SN a w głowie zawrzała burza myśli… w drodze powrotnej z Torunia dużo rozmawialiśmy. Minęło kilka tygodni zanim ta myśl zaczęła powoli kiełkować… W międzyczasie wystawialiśmy naszą Hondę na WARSAW MOTOSHOW 2018 gdzie miałem okazję porozmawiać ze znajomymi zawodnikami – oczywiście Zuzia nie omieszkała wspomnieć o naszym małym planie – i wszyscy cieszyli się z tej decyzji – najwyższy czas Michał… po powrocie z Motoshow Honda dostała nową plandekę a Beemkę wstawiłem do hali…

Klamka zapadła

Trochę korka na S8, powrót do domu trochę się dłuży ale to dobry czas, żeby w spokoju pomyśleć – jedni w metrze czy autobusie czytają książki – ja lubię zapuścić dobrą muzę i mijając kolejne zjazdy uporządkować plan. Teraz bogatszy o doświadczenia z całego sezonu jestem świadom pułapek w, które mogę się wpakować.

Szybki obiad w domu, przebieżka w robocze ciuchy,  powoli idę do zielonego namiotu, otwieram skrzynkę bezpiecznikową i odpalam oświetlenie. Jadowita zieleń oklejenia beemki niknie pod warstwą kurzu i pyłu – straciła dawny blask. Łapię stojące w kącie ogrodowe krzesło i siadam na przeciw przedniego zderzaka wgapiając się w okrągłe logo z szalonym kotem które zastąpiło Monachijskie śmigiełko. 

I co bestio? – zostawiłem cię na ponad rok samą… służyłaś mi dzielnie cały czas…  przetarłem kurz z logo na masce… co mogę zrobić, żebyś znów mogła pokazać zęby?

I tak siedziałem ze 3h knując plan… Jeśli mamy walczyć – wszystko trzeba podporządkować trakcji i stabilności. Mocy mamy może niewiele – ale cały cymes polega na jej przeniesieniu na asfalt. Ile to ma ważyć? 1300kg z moim zadkiem na pokładzie. Ok auto już jest mocno odelżone a do tego odpadną lampy, wiązki, drugi fotel, wzmocnienia drzwi itp… tył będzie wtedy jeszcze lżejszy niż był… czyli trakcji jeszcze mniej… nie tędy droga. Trzeba odelżyć na maksa przód i dążyć do rozkładu masy jak najbardziej na tył w ramach limitu masowego dla mojej pojemności przeliczeniowej.  Wtedy zapadła decyzja o przerzuceniu chłodnicy na tył. Dalej nasuwało się pytanie jak jeszcze bardziej zbić masę przodu? No ok wymienimy wahacze na aluminiowe, usuniemy zbiorniczek spryskiwaczy, pompę i chłodnicę intercoolera, nową lżejszą belkę zderzaka – to zaoszczędzi nam 15-20kg z okolic przedniej osi.   Z nowymi wahaczami wejdzie nowy rozstaw kół +40mm na stronę, żeby skorygować geometrię kąta wyprzedzenia sworznia zwrotnicy (KWSZ) i negatyw trzeba będzie wspawać wzmocnienia kielichów i dokonać relokacji górnych punktów mocowania kolumny. Ok to będzie względnie proste do zrobienia.

Przód mamy pomysł a co z tyłem? Na pewno korekta dynamicznej zmiany kąta negatywu przy dobiciu zawieszenia. Tak aby na starcie koło było jak najbardziej pionowo względem nawierzchni. Do tego lekkie obniżenie tyłu i ustawianie amortyzatorów i punktów mocowania wahacza aby uzyskać geometrię „anti-squat” pozwalającą na użycie bardziej miękkiej sprężyny bez ryzyka nadmiernego nurkowania tyłu przy przyspieszaniu – a jednocześnie pozwalająca na lepsze tłumienie na odcinkach szutrowych.  To powinno dać możliwość całkiem dobrych startów – a start w rallycross-ie to niezmiernie ważny a wręcz kluczowy element. Pierwsze rozdanie które często decyduje o wyniku całej partii. Oczywiście najlepszy byłby sztywny most jednak budżet powiedział – hałabała nope! I trzeba było pozostać przy zawieszeniu wielowahaczowym. Taki life…

No dobra – myślałem sobie – chłodnica z tyłu – trzeba jakoś to tam upchnąć i doprowadzić płyn i powietrze… No to co?! Trzeba jakieś wloty zrobić, zoptymalizować przepływ powietrza – tak aby system był na maksa skuteczny. Chłodzenie w wyścigach jest niezmiernie ważne, być może biegi rallycrossowe nie są długie ale napewno dłuższe od prób kjs czy rallysprintowych. Hamulce, układ chłodzenia i olejowy muszą być przystosowane do takich obciążeń. Inaczej prędzej czy poźniej czeka nas kwiecista eksplozja…

8Powstał plan. Do świąt Bożego Narodzenia zostało kilka tygodni. W wolnych chwilach po pracy ogołociłem auto z wszelkich niepotrzebnych elementów, świateł, wiązek, chłodnic zderzaków itp… oraz przygotowałem projekt wlotów powietrza i ogólnej jego ścieżki do samej chłodnicy. Nadeszły święta – czas odpoczynku i rodziny. Chwila przerwy…

Najintensywniejsza z 35 wiosen…

2 stycznia – święta, święta i po świętach. Fajnie było, się skończyło… pierwsza runda MPRC 5-6 kwietnia 2019. Auta nie ma…

Gdybym palił fajki, to odpaliłbym fajka i z szelmowskim spojrzeniem Bruce’a Willysa ze szklanej pułapki wycedził odpalając w namiocie światło… to będzie dłuuuugi kwartał!

Na szczęście nie palę, ale zadanie przedemną i tak było hardkorowe. W porównaniu do budowy hondy warun o niebo lepszy – jest dach nad głową i sucho – czad! szkoda że w środku jest max 6 stopni mimo gazowego ogrzewania. No ale cóż trzeba robić!

Na pierwszy strzał poszło przednie zawieszenie i swap hamulców 330mm potem wyprowadzenie węży chłodzenia i intercoolera do kabiny, nowa belka zderzaka dość szybko siadła na miejscu wraz z zaślepkami lamp i laminatami. Na gwiazdkę od najukochańszej żony dostałem 2 nowiutkie 17″ felgi Disla do kompletu.

Fajne bo z ET18 – czyli dość mocno wysunięte na zewnątrz – finalnie mimo poszerzenia błotnika o 5cm – było za mało jak widzicie na fotce powyżej. Wskutek tego doszła dopasowana flara i już przednie koła pięknie chowały się we wnęce błotnika – zgodnie z przepisami regulaminu 🙂

59988883_670742753378875Seryjne tylne nadkola zostały na maksa wycięte, wyspawane i zabezpieczone. Zewnętrzne poszycie poszerzone zostało zestawem felony form dla E36 sedan od M-Way Workshop. I co? Oczywiście okazało się że tylne koła również troszkę wystają – no kolejne flary do kompletu i pełna zgodność z regulaminem 🙂

51548764_21052681728Z M-Way Workshop również trafiła na maskę „żaluzja” z nissana 200SX – sama maska została precyzyjnie wycięta i spasowana z customowym elementem z Nissana. Fajny bajer pomyślicie – bo fakt dodaje optycznie agresji – ale cel był prosty – poprawić obieg chłodnego powietrza nad i wokół silnika. Nie ma chłodnicy ani wiatraka wiskozy – gorące powietrze zza chłodnicy nie kotłuje się w komorze – w zamian w miarę niezakłócony sposób przepływa przez komorę skutecznie obniżając temperaturę oleju i poszczególnych elementów układu dolotowego. Termika jest bardzo ważna – stąd rozwiązania maksymalizujące oddawanie ciepła.

Przód ogarnięty połowa stycznia już pykła… a najgorsze jeszcze przede mną…

Cały układ chłodzenia według regulaminu ( załącznik J MKS FIA) musi być poprowadzony poza kabiną… No fajnie spoko – puszczę przewody podwoziem to je zgubie na pierwszym wejściu w JOKER LAP-a… najlepiej byłoby je dać jak najniżej i obniżyć środek ciężkości…

51906489_21052689362200Prawda jest taka że przewody z gorącą cieczą pod ciśnieniem nie mogą w sposób odkryty przebywać we wnętrzu. Chodzi o to żeby nie poparzyć kierowcy w razie wypadku lub nagłego rozszczelnienia. No ale można poprowadzić je tak że będą szczelnie osłonięte w ramach wnętrza kabiny. Wtedy narodził się pomysł drugiego tunelu we wnętrzu kryjącego wszystkie przewody.

50849916_2080738085339840No dobra dotarłem do tylnej grodzi kabiny… trzeba by tam w bagażniku wpasować jakoś tę chłodnicę nie za daleko z tyłu żeby nie powodować efektu wahadła czyli zwiększonej inercji bryły auta. No i oczywiście jak najniżej tak aby nie podwyższać środka ciężkości tyłu auta – jedno popołudnie kombinowania, liczenia odległości – wstępny stelaż mocowania i sama chłodnica siadła na docelowym miejscu.

5113392Potem można było pomyśleć o kanale dolotowym dla powietrza chłodzącego.  Dwa przeliczone kanały o średnicy 200 mm pojawiły się w ścianie grodziowej. Ich sumaryczne pole strumienia przepływu jest o 30% większe niż w oryginalnym układzie. Do stelażu mocowania chłodnicy doszła przestrzenna aluminiowa konstrukcja skrzyni dolotowej do chłodnicy. Jednocześnie pracowałem nad wlotami bocznymi które zasilałyby kanały w ścianie grodziowej. Jak już czerpać wzorce to od najlepszych – stąd zaprojektowałem i przeliczyłem wloty NACA (baza i badania NASA) które w optymalny sposób będą doprowadzać powietrze do ściany grodziowej bez zbędnych zaburzeń kierunku przepływu i turbulencji.

50584695_2080738 51275624_2080738

Luty już w kalendarzu. Końca nie widać… jeden z weekendów odpisany na Egzamin na licencję – czasu zrobiło się coraz mniej. Deadline wyznaczony na początek marca coraz bliżej… dzień zlewał się z następnym  dniem to samo robota na 6:00 i od 15 ogień w garażu do 21-22. Bez względu na temperaturę. Zmęczenie.

519913Następnym etapem był tunel osłaniający przewody w kabinie – tu przydało się doświadczenie metaloplastyka akrobaty 🙂 Tak powstała blaszana obudowa skonstruowana tak ze można ją zdemontować w celu serwisu węży chłodzenia. Krok po kroku zasłonięta  została cała długość przewodów w kabinie.  Etap dość pracochłonny i wymagający precyzji – w końcu to moje – kierowcy bezpieczeństwo. Efekt końcowy możecie zobaczyć poniżej:

52348505_296539411056493_6026

Wyszło względnie lekko no i schludnie – teraz trzeba było wyszlifować całe wnętrze  i przygotować je do lakierowania! Tu z Pomocą przyszedł mój kolega z Akademii MCG Kamil – specjalista od farb. Kamil ogarnął super poliuretanową farbę przemysłową, którą maluje się nawet statki. Odporną na mycie rysowanie, zużycie. No po prostu sztos!

53030609_2126299844116

W jedną z ciepłych lutowych sobót całe wnętrze poszło w lakier! Mnóstwo pracy, czyszczenia, szlifowania – ale każda sekunda się opłacała! Piec gazowy  i farelka dająca pełnym ogniem żeby nie było szoku termicznego powłoki. No i finalnie piękny szary kolor z palety RAL siadł jak zły! Aż miło było siedzieć w środku 😉 mimo braku fotela 🙂

51563407_2105266006220381_6Cała komora bagażnika też została odświeżona i zabezpieczona. Chłodnica intercoolera i silnika zamontowane. Elektryczna pompa wody wstępnie spasowana. Nic tylko poskładać resztę do kupy i odpalać… nic bardziej mylnego… ilość uświadomionych detali do zrobienia rośnie potęgowo im bliżej końca prac a konkretniej terminu zakończenia prac… chyba oszaleję… a zostało mniej niż miesiąc…

A te detale to np wiązka elektryczna – instalacja głównego wyłącznika prądu, modyfikacja i okrojenie istniejących jeszcze wiąz52920560_2126317574.jpgek elektrycznych. Zgodnie z regulaminem – po wyłączeniu wyłącznika głównego auto ma zgasnąć w czasie 3s a zasilanie odcięte. Ma to zapobiec iskrzeniu uszkodzonych wiązek i wypływowi paliwa spowodowanym niekontrolowaną pracą pompy paliwa. Dlatego zmodyfikowana musiała zostać wiązka układu zapłonowego, stacyjki i pompy paliwa. Generalnie chcemy zapobiec niekontrolowanemu pożarowi paliwa kiedy kierowca jest potencjalnie uwięziony we wnętrzu auta np po dzwonie i dachowaniu.

Potem doszły wiązki i układ zasilania wiatraków obu chłodnic oraz elektrycznych pomp wody. Jedna z pomp to ta którą przeniosłem z przodu auta ku tyłowi – zasilająca układ intercoolera. druga dodana to pompa elektryczna pochodząca z 4 i 6 cylindrowych silników N serii BMW. Wydawało by się damy plusa i masę i będzie śmigać – a gucio! Pompa jest sterowana wypełnienem, sygnału (PWM) i specyficzną sekwencją startową – więc do niej oddzielna wiązka z podpiętym ecumasterem DET 3 służącym do sterowania. Jaja jak berety! Ale uwierzcie ten układ robi robotę!

53617071_2137863536293961_

W końcu nadszedł wielki dzień! Układ chłodzenia zalany, odpowietrzony w sposób wymuszony 🙂 odpalamy! Pompy działają – silnik mimo pracy ponad 30 minut totalnie bez oznak przegrzania, chłodnica gorąca, przepływ wzorcowy. Temperatura silnika w absolutnej normie. Jest sukces! Ten mały sukces dodał mi trochę otuchy, że jednak uda się ten projekt z powodzeniem ukończyć.

Silnik działa, zawieszenie zrobione. Elektryka śmiga.  Dodatkowe światła stopu i pozycja jest już na miejscu. Mamy początek marca. Kurde nie jest źle! Nad zmęczeniem górę bierze iskierka radości i nadziei że, jednak zdążymy! YEAH!

455Teraz zostały już naprawdę detale – montaż fotela, kierownicy, pasów 6 punktowych, otulin klatki, siatki zabezpieczającej… a no i bym zapomniał poliwęglanowych szyb bocznych. W jedno popołudnie wykonałem sobie szablony szyb ze spienionego PVC a potem z ich pomocą wyciąłem następnego dnia regulaminowy 5mm grubości poliwęglan. W efekcie okrojenie drzwi ze zbędnych wzmocnień i blach (oczywiście oprócz drzwi kierowcy) dało zysk około 15 kg i w efekcie drobne obniżenie środka ciężkości.

Złe dobrego początki…

Auto było gotowe do testów… Duża dyscyplina planowania pozwoliła na dobre kontrolowanie prac i w sumie o niczym nie zapomniałem – co przy średnio 4-5h snu dziennie wydawało mi się nierealne… ale jednak. W sobotę 16 Marca pojechaliśmy na pierwsze testy. Pogoda nie rozpieszczała, auto prowadziło się całkiem nieźle – niestety zapomniałem założyć osłony cewek i wilgoć dostała się przez kratki maski – osłabiając mocno zapłon. Bez dużego obciążenia auto jechało super – pod doładowaniem wypadały zapłony i nie produkowało mocy. Szybka akcja i udało się wszystko osuszyć. Wyjeżdżam na kolejną sesję pierwsze dwa zakręty z umiarkowanym gazem – ok, jest lekka podsterowność ale jest też o wiele więcej trakcji na tylnych kołach. Myślę sobie – kurcze to działa! Odkręciłem gaz do końca auto brutalnie wyrwało do przodu mimo drogowych 17″ opon. Przepinka na następny bieg i… nagle słyszę gruchotanie w napędzie… myślę sobie cholera…  następna próba delikatnego dodania gazu skończyła się brakiem napędu… zaholowaliśmy auto do „bazy” szybkie oględziny – skrzynia ok, wał ok – dyfer…  lewa flansza dyfra wypadła razem z przegubem półosi. Dziwne ale nie niemożliwe. Fakt wymieniłem sprzęgło na 4 łopatkowy spiek. Taki układ dużo brutalniej spina napęd – wymaga oswojenia się. Wbilismy flanszę na miejsce w wieloklin. Wszystko wygląda Ok. Uff ok… no to jedziemy dalej – pakuję się do auta, zapinam pasy, siatkę odpalam silnik, pierwszy bieg puszczam sprzęgło… ruszam… ujeżdzam 30m i znów to samo!

Co za pech, 70 km w jedną stronę – tylko po to żeby zrobić może 20 km… fakt nie przebije to sytuacji padającego kompa w Hondzie na poznaniu po 1 okrążeniu trackdaya… ale tak czy inaczej… skrzydła podcięte. Do rundy RX zostało 3 tygodnie. Całe szczęscie że tuż przed testami dzięki zwrotowi podatkowemu mogłem zamówić porządną szperę na tzw „dużej głowie”. Kupa kasy ale przynajmniej jakaś pewność, że nie rozpadnie się przy pierwszym starcie na slicku AVON Cooper. Jeden tylko minus minusik – czas oczekiwania 2 tygodnie…

Zostanie tydzień na jakiekolwiek testy – a gdzie czas żeby cokolwiek poprawić… nie wspominając o przebudowaniu kompletnym układu dolotowego do kompresora i dodaniu regulaminowej zwężki. No ale ok spinam się – dyfer pamiętam przyszedł we wtorek – do tego musiałem ogarnąć półosie pasujące do dużej głowy – a to nie jest łatwy temat. Z pomoca przyjaciół udało się ogarnąć na szybko jakieś zamienniki. Dyfer i półosie zostały zamontowane.  Auto znów było sprawne i gotowe.54518905_2163718250375156

30 marca – w przedzień oficjalnego treningu rallycrossowego przed 1 rundą MPRC w Słomczynie zjawilismy się na amatorskiej imprezie MINI-MAX organizowanej przez AK Toruński. Koszt imprezy 150 pln, a finalnie ponad 20 okrążeń nitką rallycrossową toru w Toruniu. No lepszego miejsca na testy trudno sobie wyobrazić. Beemka już na pełnym komplecie slików AVON.

55790113_1907967462642081

Odprawiliśmy się, zjechałem autem z lawety, zaparkowałem na macie i zacząłem rozgrzewać silnik. Po 10-15 minutach wsiadłem do auta żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Pierwszy bieg – delikatnie ruszam, drugi bieg ze średnim gazem rozpędzam się i w końcu 3 bieg i gaz do dna… trzask! Toczyłem się ledwo klucząc do miejsca naszego postoju. Pierwsza myśl strzelił dyfer. Kilka siwych włosów na pewno mi doszło… auto w górę – sprawdzamy co się dzieje – strzelony lewy zewnętrzny przegub nowej półosi…

Nie powiem ręce mi opadły… ja rozumiem pecha ale coś takiego? Zuzia tu była bohaterką i nie poddała się! Pewnie pamiętacie akcję szukania półosi po okolicach Torunia. Po ponad godzinie udało  się znaleźć takie półosie – sam nie wierzyłem u kogo 😉  że kiedyś osobiście go spotkam – z pomoca przyszedł Marcin Mospinek jedna z legend polskiego driftingu! Wsiedliśmy z Zuzią do Volviaka i szpula pod Włocławek. 60km w jedną i 60 km w drugą stronę i w trochę ponad godzinę jesteśmy z powrotem. Uff wszystko pasuje – skręcam połoś – wszystko działa. Ogranizator pozwolił nam nadal startować mimo wypadnięcia z harmonogramu! Super z ich strony. Wpadłem do auta – odpaliłem podjechałem na start próby – 3 okrążeń na rallycrossowej nitce z joker-lapem. Test dla auta idealny bo można porównać go z czasami zawodników z 2018 roku…

W końcu moja kolej – spinam napędy – silnik na ok 2500 obrotów bo nie wiadomo czy druga połos wytrzyma… 3… 2… 1… Start…

No startem bym tego nie nazwał – bo klejąca opona zdusiła silnik i ruszyłam jak babcia spod kościoła w niedzielę… 2 bieg – gaz do dechy- czuję że auto sie nie napędza. Idzie do 3500-4000 rpm a potem zaczyna sypać wypadającymi zapłonami. Szybka kalkulacja – ok jeśli zieje marchewami – to nie jest ubogo… silnik będzie bezpieczny mimo wypadania zapłonów… pierwszy prawy dość pewnie, potem lewy – spora podsterowność – brak mocy nie pozwala postawić auta w minimalnym uślizgu i kontrolować podsterowności. Albo tyle jest trakcji na tyle… wpadam na szuter Joker lap-a – płynę – 4 bieg oddaje pięknie moment z silnika, opona wgryza się napędzając auto, pełna kontrola, płynność prędkość. Wypadam z jokera w szoku wprost na nawrót śmierci… tam bez zastanowienia scandinavian flick i wejście ciasno z maksymalną trakcją. Prosta szutrowa – kolejne biegi do 3500 RPM żeby jakkolwiek się odepchnąć… wejście w ostatnią serię łuków toru znów podsterownosc i brak prędkości. Nawrót na prostą startową bez prędkości i bez możliwości nadrzucenia tyłu – ten kleił jak zły… a przód na azymut – killer podster…

Tak mi minęły 3 okrążenia. Każda sekcja Joker lapa i nawrotu śmierci były niesamowitym funem. No ale ogólnie byłem z siebie bardzo niezadowolony. Wjechałem na park maszyn – silnik temperatura idealna. Wszelkie parametry auta wzorcowe. No ok przynajmniej tyle dobrego – następnym razem poprawię się… fakt faktem, nie jeździłem ogniem od 1.5 roku niemal. Byłem zardzewiały jak próg w civicu. Zdziadziały kasztan za kierownicą…

No ale była szansa na progres! I to jest dobrze powiedziane: „była” – odpaliłem auto aby udać się na kolejną próbę – zanim zdążyłem się zapiąć w pasy auto nagrzane jedną kreskę ponad nominał – dziwne – pompa elektryczna odpalona na maxa to nie powinno się dziać… a jednak… padł zacinając się na sztywno w pozycji zamkniętej termostat. Pompy działają a chłodnica zimna… kurcze… co za masakra… co jeszcze się ma zamiar wysypać?

Odczekałem aż auto się schłodzi i szybko wjechałem na lawetę… jechaliśmy do domu… starając się odnaleźć jakiekolwiek pozytywy zaistniałej sytuacji. Usterka banalna w sumie dobrze, że wydarzyła się teraz a nie na zawodach… No to fakt. Z resztą już wtedy wiedzieliśmy, że nie uda się wystartować w 1 rundzie MPRC, jednym powodem było auto – a drugim 5 tygodniowy okres oczekiwania na licencję zawodniczą… którą otrzymałem w momencie zamknięcia drugiego terminu zgłoszeń… no po prostu czad…

Po powrocie do domu ostatkiem sił zgraliśmy z Zuzią onboard z mojego przejazdu.  Ubaw po pachy – ale też możliwość zmierzenia „po klatkowo” czasu okrążenia… czas 1:01… autem jadącym na może 50% możliwości na 2 okrążeniu tego toru w życiu będąc zardzewiałym kartoflem.

Żeby ubrać to w perspektywę – czasy zawodników SN+2000 z półfinałów ostatniej rundy 2018 roku… tej na której z Zu mieliśmy „wakacje” wahały się między jedną minutą a 59 sekundami. I to był ten pozytyw sytuacji jaki podbudował wiarę w sens tego całego przedsięwzięcia. Człowiek zatyrany na amen – budżet nie wybacza błędów – naprawdę można się podłamać i stracić wiarę w sukces. Tym bardziej widząc wyścig zbrojeń jaki wokół się dzieje.

Powrót do korzeni

Po wyjezdzie do torunia szybki serwis cewek zapłonowych ujawnił, że 2 sztuki postanowiły się ujarać i dawac iskrę maksymalnie do slinika matiza… Finalnie wleciał komplet sprawdzonych cewek. Silnik odzyskał pełną moc. Ok jest furia pod prawym pedałem!

W międzyczasie na 1 rundzie MPRC 2019 Zwierzak wrócił do rallycrossu po latach jako zawodnik.  Ja z powrotem jako główny mechanik i szef serwisu. Miałem zaszczyt bycia „kamerdynerem” Zwierzaka i umożliwienia mu poczucia się jak prawdziwy zawodnik. Tak od A do Z. Wspaniałe jest to, że mogłem to zrobić dla wieloletniego przyjaciela.  Łza w oku się kręciła widząc jego nazwisko na boku kompota kiedy gnał w kwalifikacjach. Super!

Po rundzie okazało się – że można jeszcze przed 2 rundą RX wybrać się na 2 runde APTS na torze w Słomczynie. Miałem już licencję, mogłem wystartować w rallysprincie w klasie gość. Książka samochodu sportowego była w trakcie zatwierdzania. Auto gotowe. No to co zrobić? Zatankować i jechać na starą dobrą słomkę… no to pojechaliśmy.

Zimno deszcz ze śniegiem – średni warun na slika… ale co poradzić. Ustawiam się na starcie – procedura… 5… 4… obroty na 3500 i spięcie napędu… 2… 1… auto aż przysiada… wypuszczam ręczny  i start! Mimo ślizgawicy auto bardzo skutecznie się napędza. Nadal jest podsterownie, trzeba fartować się czasem podcinką z ręcznego. Tym napędzaniem byłem tak zdumiony ze ostatni zakręt przed metą wpadłem ponad 2x za szybko… w efekcie nie za bardzo trafiłem w światło mety i wyhaczyłem lekko bokiem fotokomórkę… OOps… 😉

Każda kolejna próba to praca cisnieniami opon i szukanie trakcji na przodzie do tego przesychająca trasa – avon zaczyna bardzo skutecznie wgryzać się w asfalt. Auto mocno pracuje zawieszeniem układając się do zakrętów.  I mimo tego że potrafi podnieść w górę wewnętrzne koło – tył jedzie jak przyklejony z pełną trakcją na napędzie. Super. Na ostatniej próbie 10 czas w generalce… mimo tego ze na ok 8s uciekło mi paliwo spod pompy od przeciążenia na zakręcie. Nigdy wcześniej to auto nie było tak szybkie. Mimo, że cięższe niż kiedyś – to wyważenie i koncept „podatnego” zawieszenia robi robotę. Ostateczny test zdany! A tu macie nagranie z zewnątrz jak to wyglądało:)

Do gotowości do startu brakowało tylko jeszcze zwężki w dolocie. Cieżki temat – po pod maską a konkretnie pod kolektorem dolotowym jest bardzo mało miejsca. No ale nie ma wyjścia – trzeba uczciwie podjeść do tematu. Rozwiązanie skonsultowane i zatwierdzone przez delegata technicznego trzeba było zbudować i zastosować. Zrzuciłem cały dolot. odciąłem kołnierz idący na wlot kompresora. I zacząłem metaloplastykę. Kilka rurek, redukcji stożkowych, kolanek i długich godzin później miałem już kompletny działający dolot ze zwężką – przygotowany do komisyjnego zaplombowania – co najmniej dwie śruby na kołnierzu wlotowym do sprężarki muszą mieć przewiercone łebki tak aby można było przez nie przeprowadzić drut i uniemożliwić nieautoryzowany demontaż. Takie druciarstwo znajdziecie w każdym doładowanym aucie W RX 😛

Prace skończyłem we wtorek – w środę mieliśmy w planie wyjazd na Tor Modlin w celu ostatecznych testów z nowym dolotem. A w piątek już jechaliśmy na 2 rundę RX do Torunia…

Naprawdę cholernie bałem się tych testów – przecież jak coś teraz klęknie na grubo – to będę ugotowany na maxa… wszystko przepada… jechałem tam ze Świstakiem jak na ścięcie. Na miejscu zrzuciliśmy auto z lawety. Odprawiliśmy się i wypełniliśmy wszelkie formalności. Można było jechać…  Sonda AFR w wydechu – po rozgrzaniu silnika  – zacząłem sprawdzać mapy paliwowe – zmieniony dolot na pewno zmienił przepływ. Pytanie czy na plus czy na minus… jak u Kalibra 44… 😉

Okazało się, że na plus! musiałem dość wyraźnie podlać mapę – żeby uzyskać stabilny AFR na poziomie 11-11.3. W odczuciu i samo auto przyspieszyło. Zaczęło mi się fajnie jeździć.

To był ciepły dzień więc to był dobry egzamin dla układu chłodzenia. Słomczyn to było 5 stopni celsjusza… tu ok 25 stopni – więc o wiele bardziej wymagająco. Były obawy ale totalnie niepotrzebne! Ani silnik ani olej nie wykazał podwyższonych temperatur wszystko chodziło jak w zegarku! No może oprócz ciasnych zakrętów gdzie auto nadal było mocno podsterowne… Wiedziałem, że problem może tkwić w nastawach tylnego zawieszenia i kącie negatywu przednich kół – niemniej jednak nie mieliśmy ze sobą narzędzi, żeby takie zmiany bezpiecznie wprowadzić. Pozostało tylko robić kółka i obserwować co się dzieje! Mijały kolejne sesje – cały trackday już zbiegał się ku końcowi – wjechałem po raz ostatni na tor – złapaliśmy się z kolegą Rafałem w Celice i pognaliśmy torem. Już prawie go dopadałem na mostku – ale ciut za głęboko wrzuciłem auto przez szczyt – przez co tuż za szczytem wylądowałem bokiem na 2 kołach… na zwykłej oponie – byłby lekki uślizg i jazda dalej ogniem…

ezgif.com-video-to-gif

…a na AVON-ie nie, jakby, za bardzo… opony skleiły i całe auto podniosło się na dwa koła… i gdyby nie szybka reakcja odpisałbym dachowaniem auto 2 dni przed zawodami… z tej sesji zjechałem jak trusia… drżenie rąk było… to już był koniec jazd tego dnia… może i dobrze… UFFF!

Auto zdało egzamin! Jest gotowe!

Teraz tylko spakować się na Toruń i niech się dzieje!

Tyleś wart ile Cię sprawdzili!

Jedna pozytywna myśl – auto jeszcze nie wybuchło heh…  ale nadal mnóstwo wewnętrznych rozterek i niepewności targa głową.  Mój wrodzony realizm „krytyczny” nie daje spać spokojnie. Ilość spraw do załatwienia też… Na szczęście mam Zuzię, która pilnuje zgłoszeń i dokumentów i porządku w nich. Przynajmniej tym totalnie nie muszę się martwić.  Czwartek po pracy spędziliśmy z Pawełkiem i Szymonem na pakowaniu i szykowaniu gratów, narzędzi i całego zaopatrzenia serwisu i kącika socjalnego :). Auto naszykowane do podróży na lawecie. I stała się rzecz niebywała :P. Godzina 20:00 a my praktycznie gotowi do wylotu… no jak nigdy… o czym ja zapomniałem!?!

Piątek 9:00  – załoga wyjazdowa Zwierzak, Świstak i Pawełek – pakują busa, którego ogarnął Zwierzu. Mega  przydatna rzecz! Jak tylko się dowiedziałem, że mamy go do dyspozycji to wieeeelki kamień spadł mi z serca.

Piątek 9.45 – Odpalamy maszyny i wyruszamy w podróż do Torunia! Wesoły autobus w Volvo – Czyli Ja, Zuzia, Świstak i Pawełek. No i Zwierzu w busie – ale na stałym łączu krótkofalowym. Atmosfera bardzo wesoła – ale mnie coraz większy nerw gryzie, aż przyłapuję się na skurczowym, trzymaniu kierownicy. Zaczyna docierać, że to się wszystko k%$## zaczyna dziać…

Piątek 11.30 – Szybki pit stop w Maczku w Sierpcu. Sprawdzenie pasów na lawecie coby nam się nasz „Ogr” z łańcuchów nie zerwał :). I dalej w drogę!

Piątek 13:45 – Wpadliśmy w jakieś korki na wylotówce do Torunia. W planie mieliśmy być na torze  15 minut temu. spytacie po co tak wcześnie skoro park maszyn otwiera się o 14:00. Tak to prawda – ale kolejka do samego parku maszyn tworzy się sporo wcześniej – trochę jak przed kontrolą graniczną ;). Zasadniczo pierwsi w „kolejce” maja szansę otrzymać możliwie dogodne miejsce w parku maszyn. Też chcieliśmy być jednymi z pierwszych – bo na naszych barkach ciążyła odpowiedzialność za miejsce dla 10 zawodników :).

Z lekką nerwowością lawirowaliśmy z lawetą po zatłoczonych ulicach Torunia – żeby jak najszybciej być już na torze… 14.30 zameldowaliśmy się na miejscu u kierownika parku maszyn. Istne zrządzenie losu – bo jeszcze kwadrans i ostatnie miejsce jakie wspólnie moglibyśmy zaanektować zostałoby już przydzielone. Tutaj wielki szacun dla kierownika parku maszyn Mateusza Szczepaniaka za mega profesjonalne podejście i pomocną dłoń. Oby jak najwięcej takich ludzi w organizacji polskiego motorsportu!

Piątek 15:30 – 60m pas na nasz i zaprzyjaźnionych zespołów serwis wyznaczony. Trochę w wodzie 🙂  No więc trochę puzzle jak tu się rozłożyć żeby maty i auto nie stało w wodzie – ja w nerwach już jestem podświadomie na BK… które spędza mi sen z powiek od wielu tygodni. Chłopaki chyżo rozkładają maty, ja oczywiście się wtrącam co gdzie ma i jak być, skaczę do busa wypakowywać namioty, graty itp… Zwierzak zaczyna zniecierpliwionym wzrokiem odprowadzać mój cień – a Pawełek wyganiać okładając szczotą po plerach.  Zuzia bacznie obserwująca sytuację – targnęła mnie za chabet – zaciągnęła za busa… i tu jeśli liczyliście na jakieś pikantne szczegóły muszę was rozczarować ;).  Dostałem płaskiego potylicznego – i kategorycznym tonem usłyszałem – okropny jesteś dzisiaj! Daj im święty spokój, zeżryj tego snickersa i zakoduj se do tego łba, że teraz przez 3 dni jesteś zawodnikiem a szefem serwisu jest Zwierzak. NIE TY! Oni sobie doskonale poradzą zaufaj im! Im się to należy! A tak w ogóle za 5 minut otwiera się biuro zawodów – szykuj papiery i idziemy się odebrać!

Zebrałem… i poszliśmy…

Piątek 16:30 – Na patio przed biurem zawodów witamy się z Panem Krzysztofem Studzińskim – delegatem i instruktorem z naszego kursu na licencję wyścigową. Wchodzimy do środka, tam szereg biurek zapełnionych listami zawodników, naklejkami organizatora, kostkami pomiarowymi i numerami startowymi :). Na tą rundę zgłoszonych było 112 zawodników. Biuro szybko zapełniło się tuż po 16. My stajemy sobie grzecznie w kolejce. Tuż przed nami w ogonku czeka Łukasz Zoll – z którym zbijamy serdeczną piątkę! W końcu moje marzenie może się spełni – może uda się z Łukaszem pojechać w jednym biegu! Z wypiekami na twarzy czekam na swoją kolej – w pewnym momencie przez ramię zauważam – że obok własnie składa dokumenty człowiek legenda – Roman Častoral Mistrz Europy, podwójny Vicemistrz Europy – zawodnik z 22 letnim stażem w Rallycrossie. Jaram się jak nastolatka na koncercie Biebera – stoję koło Castorala :D. WOW! Oprzytomnia mnie miły głos Pani obsługującej odbiór administracyjny. Przekazuję licencję, podpisuje dokumenty, odbieram kostkę pomiarową, zestaw naklejek obowiązkowych i numer startowy – #409. Stało się! To ja – mały szary człowiek oficjalnie zgłoszony i przyjęty do stawki Mistrzostw Polski… Najśmieszniejsze jest to, że te dobrych kilka lat temu kiedy debiutowałem w amatorkach na Pucharze Toru Słomczyn… Te same Panie odbierały moje zgłoszenie :).

Piątek 17:00 – Wracamy z Zuzią z biura – a tu niespodzianka :). Namioty rozstawione i zabezpieczone. Auto ustawione w strefie, laweta odprowadzona na parkingu. Narzędzia i skrzynki rozstawione w porządku i wygodnym układzie. Wspaniale to wygląda.  Chłopaki krzątają się porządkując detale. Świstak wyjął nasz zapas kosmetyków ADBL – i uzbrojony w Wipe Out’a zaczął szykować auto pod oklejenie obowiązkowe. My z Zuzią zaczęliśmy oklejać auto. Blenda, drzwi i cztery numery startowe, po kwadransie jesteśmy w domu! Auto gotowe do BK.  Stanąłem na sekundę jak wryty – patrząc na całą naszą strefę, auto już z numerem startowym i moim nazwiskiem. To naprawdę się dzieje!

Na ziemię sprowadził nas szybko brak prądu :). Niestety park maszyn w Toruniu nie obfituje w mnogość punktów przyłączeniowych – do najbliższego mieliśmy 40m… a i tak zabrakło już w nim gniazdek. Było gniazdo ale siłowe 380V… No ale czy my kiedykolwiek się poddaliśmy? NIE!

Na pokładzie był Świstak – nasz elektryk kablowiec akrobata – jako, że jakieś 5km od toru jest Castorama – dawaj Kocur zrobimy hiperprzełużacz i rozszycie faz! BANG! Robimy to!

Zwierzak i Pawełek zajęli się wymianą tylnych sprężyn na niższe i nieco twardsze żeby zmniejszyć podsterowność auta jaka nam dotychczas doskwierała. Mieli też zrobić ostatni przegląd po podróży przed BK. A ja z Zuzią i Świstakiem polecieliśmy na zakupy :). BK dopiero za 2h. Mamy czas…

50m kabla 2.5mm2, gniazdo siłowe, 4 gniazdka jedna wtyczka. Przelatywaliśmy przez alejkę działu elektrycznego jak diabeł tasmański. Do tego jeszcze para okularów BHP dla reszty chłopaków no i ze 2 rolki czarnej taśmy naprawczej, żeby można było okiełznać mały kataklizm w razie czego :). Pani na kasie szybko nabija rachunek… rach ciach, i znów 5 cylindrowy gang silnika Volviaka nawiedza park maszyn… Nie było nas może 40 minut… a co ja pacze?! „Ogr” siedzi już na nowych sprężynach. Docelowe koła na aucie. Wszystko wyczyszczone i ogarnięte. Chłopaki na chłodno chłoną sobie atmosferę toru  sącząc monsterka! Jestem pod mega wrażeniem. No po prostu wow. Jak w reklamie Werther’s Original – poczułem się jak ktoś zupełnie wyjątkowy 🙂

Wiecie, jak ostatnie kilka lat zawsze działało się na rzecz innych – polegało na sobie i ufało sobie. Niesamowicie ciężko jest się „uwolnić” od tego toku myślenia – uwolnić się i zaufać, że ktoś zrobi to wszystko równie dobrze a nawet lepiej niż ja. A ja teraz mam robić zupełnie co innego… mam trafiać w czarne 🙂 i to skutecznie! Żeby ich nie zawieść…

Piątek 19:00 – … i ostatniego sądu wybiła godzina 😉  Czas najwyższy ustawić się pod strefą BK i czekać na swoją kolej. Punktualność jest ważna bo każdy kwadrans to „slot” dla 4 aut.

Teczka z dokumentami już w aucie, podobnie wyposażenie zawodnika – kask, Hans, kombinezon, bielizna itp… Zwierzak budzi „Ogra” do życia i powoli podjeżdża pod strefę BK. Ja z żołądkiem w gardle spacerkiem podążam za nim jak na ścięcie… i tak jak od kilku dni byłem spięty, dziś po przyjeździe byłem „wkur#$%cy”, to teraz chyba już buczałem jak linia wysokiego napięcia… masakra. Stres poziom pierdylion. Wiecie jak to jest – pojechać szybko można na „farcie”. Ale konstruowanie i budowa auta do motorsportu na farcie to szukanie guza…

Mimo ograniczonych możliwości finansowych i warsztatowych zawsze dbałem o najmniejsze szczegóły. Często dużo bardziej niż byłoby to kiedykolwiek potrzebne. Stąd też takie nerwy – może zapomniałem / przeoczyłem jakąś pierdołę i będzie siara… totalnie nie dawało mi to spokoju. Tym bardziej, że nie jest to auto do RWD cup, gdzie w sumie trzeba powycinać kilka rzeczy. Tu zakres zmian jest bardzo duży i głęboko zahaczający wiele podpunktów regulaminów technicznych. Innymi słowy, było mnóstwo rzeczy, które musiały być zrobione zgodnie z interpretacjami regulaminów.

Sędzia techniczny kiwa głową i ręką daje znak do wjazdu na strefę badania. Zwierzu wjeżdża między pachołki… Sędzia gasi silnik – pociągając wyłącznik awaryjny na masce. Odlicza sekundy – silnik zdławia się w 1s…

O! od razu – bardzo ładnie – to to już mamy z głowy… (i zakreśla pierwsze pole w karcie BK)…

Otwiera drzwi… w milczeniu obserwuje każdy detal wnętrza… sprawdza mocowania fotela, pasów…

– O! pasy zawinięte na poprzeczce klatki na podwójną pętlę zgodnie ze sztuką –  wiele osób o tym zapomina. Bardzo dobrze. No i rozmieszczenie otulin – bardzo dobre.

Sprawdzenie numerów  seryjnych wyposażenia w aucie. Numerów klatki bezpieczeństwa, śrub mocujących stopki. Potem kolej na światła stopu i niezależne od odcięcia zasilania światło pozycyjne. Wszystko działa jak należy.  Potem mocowania zbiornika spryskiwacza, gaśnicy i akumulatora.

No dobrze to proszę jeszcze podnieść maskę w górę – Zwierzak otwiera maskę…

O widzę odma wyprowadzona na zewnątrz – ale zbiornik 2L jest ze wskazaniem poziomu i filtrem. Wszystko w porządku. Może Pan zamknąć…

I tu wszedłem w słowo Panu Sędziemu – auto jest doładowane i wyposażone w regulaminowa zwężkę – będziemy musieli wykonać pomiar i zaplombować układ dolotowy sprężarki, żeby dopełnić formalności. Czy dokonujemy tego tutaj czy poza badaniem w strefie serwisowej przez delegata technicznego?

Tu Pan sędzia się zreflektował i skierował do źródła – czyli do Pana Krzysztofa Szeszko, głównego delegata technicznego Rallycross w Polsce.  W miedzy czasie zaczął sprawdzenie zgodności mojego wyposażenia osobistego.  Po krótkiej rozmowie z Panem Krzysztofem zdecydowaliśmy, że komisyjny pomiar i zaplombowanie wykonamy na naszej strefie serwisowej po demontażu niezbędnych elementów układu dolotowego.

Kiedy wróciłem do auta – było już po BK… Pan sędzia poprosił o podpis protokołu badania… uścisk dłoni i pochwała za ładnie przygotowane auto… serdecznie podziękowałem i 30 cm ponad chodnikami pognałem na nasze stanowisko serwisowe… Zwierzak dojechał tam chwilkę później… Czułem przypływ radości – ale nie dopuszczałem do siebie jeszcze tej myśli – jeszcze trzeba uzyskać decyzję i akceptację pozytywną delegata.  Jak tylko Zwierzak zgasił auto – Ja z Pawełkiem rzuciliśmy się do demontażu dolotu w bmw. Tzn Pawełek był moimi dłońmi a ja mózgiem operacji :). W końcu to ja znałem każdą śrubkę tam – dlatego dostałem dyspensę od Zwierzaka i mogłem zbliżyć się do auta 🙂

w 15 minut zwężka była na wyciągnięcie dłoni w połamanej ręce :).  Cała instalacja kompresora jest bardzo kompaktowa – miejsca jest bardzo mało – ale udało się wmanewrować się na miejsce suwmiarką. Najpierw pomiaru dokonałem ja sam na próbę. Wszystko w porządku – no to co – lecimy po Pana Krzysztofa. 58384215_435941130311674_191643

Szybki pomiar – stwierdzenie zgodności z dokumentacją, jaką już 3 tygodnie wcześniej dostarczyłem Panu Krzysztofowi. Już tylko drucik przeciągnięty przez łebki 2 śrub mocujących zwężkę i plombowanie… i cyk jak w lotnictwie 🙂

bkgifUścisk dłoni i podziękowanie. Job done!

Pawełek od razu zabiera się za montaż wszystkich elementów, które uprzednio musieliśmy zdemontować.  Nie trwało to nawet 10 minut. W sumie nie wiem ile to trwało… bo stałem kilka metrów od namiotu wgapiając się w auto i całą tę scenkę jak we śnie…

Auto przetrzepane od góry do dołu. Zgodne. Legalne. Bezpieczne. Bez uwag. Bez wątpliwości. Bez siary… Wszyscy życzliwi od wielu dni kładli mi do głowy, że tak właśnie będzie… ale ja im nie wierzyłem… uparcie wiedziałem swoje. Wszędzie widziałem zarzewie jakiejś klęski… kompletnie bezsensownie… nie wierzyłem do końca  w to co sam stworzyłem… a teraz stałem przed zajebiście zgranym zespołem młodych mechaników, autem, które w cuglach przeszło wszelkie badania i wygląda jak „milion dolców” i tylko noc dzieliła mnie od faktycznego startu… Wtedy całe nerwy odpuściły. Totalnie. Pojawił się wielki uśmiech i radość. I ta radość udzieliła się też załodze :).

Pewnie zapytacie co wtedy robił Świstak – a świstak zawijał kabelki w sreberka i montował naszą elektro-ośmiornicę :). Dzięki jego wysiłkowi nie tylko nasz serwis  ale też dwa inne mogły skorzystać z elektryczności. Wszystko zadziałało jak w zegareczku. Mieliśmy światło na serwisie i herbatę 🙂

Piątek 22:00 – Dojeżdżamy do hostelu… wszyscy zmęczeni ale zadowoleni z dobrze zrobionej roboty i ciekawi co przyniesie następny dzień…

Będzie grubo… powiedziałem sobie w myślach i zamknąłem oczy…

…a milion myśli na minutę dźwięczało między uszami 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s