Projekt WSMP: Stage 4 – Spełnione marzenie / Testy i start

Stało się. Nareszcie się stało. Nie wiem, od czego zacząć… Może od tego, że mam wspaniałych przyjaciół i rodzinę? A może od tego, że to było niesamowite doświadczenie i przygoda na miarę opowiadania jej potomnym? Tak to widzę. Widzę siebie jako starą babę, zawiniętą w koc i opowiadającą o tym, że „jak się bardzo chce, to można”. O tym, co za chwilę przeczytacie…

TESTY

Zaczęło się od testów. Zorganizowaliśmy sobie przemiłą wycieczkę na Tor Łódź i tenże bardzo polecamy. Trasa autostradą zleciała szybko, a 169zł za 8 sesji po 10 minut upalania to naprawdę grosz. Obsługa potraktowała nas bardzo przyjemnie i nie, nie sprawdzali głośności, bo mój wydech „nie rzucał się w uszy” ;). Nie było żadnego problemu z moim samochodem. Polecieliśmy na tę Łódź całą ekipą – w 3 samochody. Dybciu, Alex i my, a asystował nam Filip z Flat Out, aby ostatecznie pomierzyć z Kocurem ustawienia zawieszenia i doradzić mi w zakresie stylu jazdy.

34343422_10217297551657376_9171564341739126784_n

Podsumować można w 3 słowach: urwało mi głowę.

Nie, samochód nie był szybszy na prostej ale to, co działo się w zakrętach zmieliło mi mózg. Pierwsze, solidniejsze doświadczenie z wyścigowym slickiem z F3 i FAKTYCZNIE DZIAŁAJĄCE aero, plus odpowiednio ustawione nastawy i  kąty nowego zawieszenia sprawiły, że praktycznie cały czas można było lecieć klepą, hamując niewiele i raczej mocniej na końcu tej długiej prostej. Po rozgrzaniu hamulec też działał robiąc paparytę z wnętrzności. Efektem było to, że napędzałam się po wyjściu z zakrętu, mając przed prostą jeszcze dwa kolejne, leciane już bez ujęcia. Przy dohamowaniu na końcu prostej widziałam tylko kątem oka, jak Świstakowi ręce leciały do przodu, a po skończonej jeździe chciało mi się trochę wymiotować. Byłam zdecydowanie najszybsza na Track Dayu, choć czasów nie mierzyliśmy. Widzieliśmy tylko, jak odjeżdżałam Type R-om po 3 długości na okrążenie. Za to Aleks w ciasnej sekcji zakrętów powtarzał: „genialnie, genialnie” i miał taki uśmiech naprawdę od ucha do ucha :D.

Parę chorób wieku dziecięcego zostało wykrytych i na miejscu naprawionych. Sprawdzaliśmy też wydajność chłodzenia – było bardzo gorąco, ale chłodnica oleju dawała radę. Za to ja przez kolejne 2 tygodnie przeżywałam to, jak ten samochód jeździ. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, ale ta Honda przed modami do WSMP była praktycznie seryjna, tylko trochę twardsza, a z fajnych rzeczy miała doładowanie :). Wszystkie graty właściwie do gołej budy wyleciały – oprócz silnika i skrzyni.

31841967_10217034439199729_8180493263728279552_n

31818131_10217034440199754_8649000223500140544_n

33159152_10217184619034131_7332822072759943168_n

34092195_10217271550007351_4199715521354006528_n

Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie.

Przyszła kolej na „właściwy tor”.

Jak pewnie już wiecie z Facebooka, nasz pierwszy wyjazd do Poznania skończył się fatalnie, bo samochód stanął na „Kukurydzy”, czyli dokładnie 5-tym zakręcie, jeśli liczyć też te, które się nie nazywają (w Poznaniu prawie każdy zakręt ma swoją nazwę). Wina leżała, jak się okazało już w Warszawie, po stronie jednego drucika. Samochód został kompletnie przebudowany, wiązkę Kocur wypruł i położył na nowo, a na Torze Łódź jeździł bezbłędnie. Niestety, prawdopodobnie szarpnięcie butem w kabinie (czy czymkolwiek) spowodowało przerwanie tego nieszczęsnego kabelka gdzieś poza kabiną i weź tu człowieku szukaj… Wróciliśmy na tarczy. Wymieniliśmy mnóstwo czujników, które mogłyby być przyczyną głupiego zachowania samochodu, aby finalnie popruć część wiązki i znaleźć winowajcę.

No, to jeszcze raz trzeba było podlecieć na testy gdzieś bliżej i padło na Autodrom Słomczyn. Wykupiliśmy „Czwartkowy Trening” (w wakacje odbywał się w środę, hehe), a Bartek Czwartek udzielił parę fajnych porad. Polecamy. Był upał powyżej 30 stopni, a myśmy zabrali tylko średnie slicki. No bo przecież mieliśmy testować samochód, a nie robić czasy, z tym że jak po zapoznawczej sesji zjechałam z czasem 0:43, gdzie 0:45 to już dobry czas, to nabraliśmy ochoty na mniej :). Testowaliśmy też moją odporność. Musieliśmy mieć absolutną pewność, że wytrzymam te 30 minut w pełnym rynsztunku. Nie mieliśmy pojęcia, jak bardzo mój organizm się zmienił… Łącznie jechałam prawie 15 minut, to mało. Niestety, po tym czasie opona zamieniała się w zasadzie w ciecz :D, nie mówiąc o tym, jak bardzo odklejała. Finalnie zaczął się ślizgać pasek od kompresora (był już stary i zużyty, nadpęknięty nawet) i samochód zwalniał, opona łysiała z sekundy na sekundę, a jazdę skończyłam wykręcając oberka na skutek dziwacznego zachowania kolegi przede mną (dlaczego mnie nie puściłeś???!!! :P). Podczas oberka pasek napędzający kompresor ostatecznie wyzionął ducha, a „dynamiczny wjazd w opony” połamał nieco splitter. Jeździłabym dalej, ale zorientowaliśmy się, że zapomnieliśmy zapasowego paska z domu :D. Bywa. Ze Słomczyna wywiozłam komplement: „z nas wszystkich to wyścigowo jesteś tu najlepsza”. Ale to nie ja, to samochód to sprawił i trakcja, którą oferuje :).

Wracaliśmy do domu nie wiedząc co powiedzieć. Wykręcony czas to niskie 0:41… Wiem, że gdybym jechała na twardej mieszance, zeszłabym jeszcze niżej…

Przyszła pora na telesfora, czyli znów na Poznań.

42211131_10218238450299254_195117130146906112_o

Katastrofa. Grypa żołądkowa albo nerwy – nie wiem. Cała noc spędzona na rzyganiu. O poranku dotarliśmy na tor, a Kocur sugerował jednak powrót do domu. Wtedy dowiedziałam się też czegoś ważnego o sobie, a oboje odkryliśmy, co z organizmem robi prawie rok zapierdzielu na siłowni, dieta i psycholog sportu. Tak, wiem, 95% kierowców ma to gdzieś, ja nie chciałam. Chciałam być przygotowana na wszystkich, możliwych frontach.

Byłam w stanie jechać, a strzały z adrenaliny pomagały uzyskać pełną koncentrację.

Nadal było bardzo gorąco, a tym razem już nie można było jechać w krótkich gaciach, bo trening był organizowany przez Automobilklub Wielkopolski wyłącznie dla kierowców z licencją i tam są  wymogi bezpieczeństwa takie jak na WSMP ze względu na inne zasady – np możliwość wyprzedzania w zakrętach – odmiennie niż na Poznań Track Day.

Wiedziałam, że aby zakwalifikować się do wyścigu muszę zrobić czas 2:10. Wyliczyliśmy to na podstawie mojego najszybszego rywala – Bartka Mireckiego. Kwalifikuje 130% jego czasu :). Jadąc do Poznania w nocy liczyłam na zrobienie czasu. Teraz chciałam tylko przetestować furę. Ważne były temperatury oleju i wody, temperatura w aucie, finalnie kąty zawieszenia, zużycie opon, zużycie paliwa i wyczucie (chociaż trochę) hamowań – przecież nigdy nie jeździłam z takimi prędkościami.

42290797_10218238443979096_7884579873983823872_n

Mój stan pogarszał się z godziny na godzinę, ale pamiętałam, co do głowy nakładła mi Doti (psycholog sportu). Kluczem do wytrzymałości było samodzielne decydowanie, kiedy – w trakcie jazdy – organizm ma odpoczywać, czyli w łatwych sekcjach toru (i jeszcze kilka innych tricków ;)). Rozmawiałyśmy o tym przy okazji moich obaw, czy zdołam utrzymać koncentrację przez całe 30 minut i wtedy to wykminiła. Okazało się to być też dobrym sposobem na walkę ze zmęczeniem.

Wyjechałam finalnie 3 razy na 10-13 minut. Pierwszy raz w życiu wbijałam 5-ty bieg i pierwszy raz jechałam z prędkościami blisko 200km/h, będąc za kierownicą. Nigdy też z takich prędkości nie hamowałam, przyszło to jednak dość naturalnie. Czas objawił się na poziomie 2:12. Chciało mi się płakać, załamka. Jeździłam dalej, a Kocur asystował na słuchawce. Zeszliśmy do 2:10, potem do bezpiecznego 2:08, ale wciąż było nam mało. Wracaliśmy do domu zmarnowani na maksa i załamani finalnym czasem 2:04 tym bardziej, że wcześniej nasz własny (już były) zawodnik podciął nam skrzydła stwierdzeniem, że tym autem, w pierwszym sezonie nie złamiemy 2:00. Było nam wtedy przykro, a po tym treningu tym bardziej, bo wychodziło na to, że miał rację. 2:00 więc paradoksalnie stało się celem…

42221576_10218238445619137_3129198951505330176_n

Nie załamaliśmy się. Albo inaczej. Kocur nadal wierzył we mnie i w samochód. Wierzyli we mnie Filip z Agatą, Piotrek, Janek, Kodix z Martą, Błażeje, Alex z Natalką, Robert, Dybciu i Świstak, Kinia, rodzice, mój Szef (który nie ma nawet prawa jazdy – dzięki Paweł), wszyscy, którzy mnie otaczali wtedy. W międzyczasie wspomniany wcześniej „podcinacz skrzydeł” spróbował jeszcze raz swoich sił zaznaczając, jak bardzo obciachowa jestem, bo dałam się na treningu wyprzedzić po zewnętrznej, nie zwalniając koledze linii wyścigowej… Trochę mnie to podłamało, ale zaczęłam o tym rozmyślać. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że im bliżej jestem, tym więcej takich hejterów się będzie zlatywać. To tylko sygnał, że się rozwijam. Po prostu na własnej skórze przekonałam się, że rozwój ma też ciemne strony, ale dzięki nim jeszcze bardziej skupiłam się na celu, ale o tym za chwilę.

ZAWODY

Nabrałam sił, poukładałam wszystko w głowie „na pokornie”, bałam się, ale byłam gotowa. Na tyle, że wiedziałam, że bardziej gotowa nie będę.

43788202_10218427605428014_4328454133804695552_n

Foto: Kodixfoto

Zgłoszenie poszło, 1150 zł wpłacone za dwie rundy (sobota i niedziela). Zgłoszenia są dostępne dopiero w Inside, jak już jest licencja.

Po kliknięciu w menu górnym „Zawody” ukaże nam się lista zawodów. Klikamy „Dołącz” i dane zawody pojawiają nam się jako link po lewej stronie:

Zawody _ Inside PZM - Google Chrome 2018-11-22 19.24.49

Wcześniej powinniśmy sobie uzupełnić wszystkie dane w zakładce „Mój profil”, a oto zgłoszenie po wysłaniu:

41484458_1644284775677019_7937165937432592384_n

Wiedziałam, że nie jadę się tam z nikim ścigać. Moim celem było przetrzeć ścieżkę dla mojego zespołu i dla Was, wypromować wyścigi płaskie, o których na Mazowszu mało który zawodnik na poziomie amatorskim by pomyślał. Wiedziałam, że mój cel jest tam bardziej „dziennikarski”, „edukacyjny”. Żeby coś dobrze opisać, to najlepiej sprawdzić to od środka :). Gdzieś z tyłu głowy w zamroczonym nerwami umyśle prześwitywało to 2:00…

Nadszedł dzień wyjazdu. Zapakowaliśmy się we Flatoutowego busa, Volvo z lawetą i ruszyliśmy na Poznań. Reszta miała dojechać 2 dni później – na sobotę. Już w drodze złapały mnie nerwy. Wizja rozstawiania tego wszystkiego we dwójkę i zawalczenia na piątkowych kwalifikacjach również we dwójkę martwiła mnie. Myślałam, że nie pozwoli mi się to skupić na jeździe. Na szczęście Kocur jest cudem :). Całą drogę rozmawiał ze mną przez telefon (tak tak, mieliśmy słuchaweczki), żebym się w tym busie nie czuła samotna i żeby nie dopuścić do głowy jakichś głupich myśli. A wiecie, czego najbardziej się obawiałam? Że będę przeszkadzać innym zawodnikom, że będą mieli mi za złe zawalanie drogi, że mnie wyśmieją, wyklną czy co tam jeszcze. Nie wiem, czemu tak myślałam, bo tam wszyscy okazali się być mili, a ja starałam się zawadzać jak najmniej i jakoś to pozytywnie wyszło, no ale o tym potem.

Dojeżdżając do Poznania zorientowałam się, że droga zajęła nam 2h dłużej, niż przewidywaliśmy – na wjeździe do miasta był straszny korek. Zrobiło się ciemno zanim dojechaliśmy na tor.

Po przyjeździe zaczęło się bieganie w te i we w te, bo musiałam znaleźć kolesia od parku serwisowego. Nie wiedziałam, gdzie się rozstawić. Finalnie już było bardzo późno, więc rozstawiliśmy się tam, gdzie było nam wygodnie. Staliśmy na trawie, co podobno w Poznaniu jest obciachem, ale mieliśmy to gdzieś :). Koleś przyszedł później i powiedział, że luzik :).

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-70

Foto: Kodixfoto

Podczas rozstawiania trochę problemów, pojawił się i hejter we własnej osobie, w dodatku z kolegą, zaczynając wypowiedź od: „z całym szacunkiem do Was, amatorów…”. Bałam się tego, popłynęły łzy, ale przez te łzy jeszcze bardziej zaczęłam widzieć swój cel i jeszcze bardziej skupiłam się na tym, aby zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby złamać 2:00. Nie chodziło o jazdę, ale o to, żeby odepchnąć wszystko, co złe od siebie, tak jakby oczyścić się z tego, zapomnieć o osobach, które życzyły mi źle.

Noc była bardzo nerwowa, ale też była dowodem na to, że jest we mnie siła (podobno po Babci ;)) i że mogę pokonywać granice chyba aż do momentu, aż umrę, byle by mnie Kocur podpierał. Wtedy do mnie ostatecznie dotarło, że póki mamy siebie, to ta nasza siła zamiast się zsumować, mnoży się razy 10 :).

42696853_10218306228913677_7799187626262528000_n

Dotarliśmy na tor o świcie w piątek. Zdeponowałam w biurze licencję i kartę zdrowia, podpisałam zgłoszenie, dokupiłam dodatkowy, półgodzinny trening za 200zł i pobrałam numery startowe (nie dostaje się ich, bo numery są na cały sezon, trzeba sobie wygrzebać z kupki) oraz kostkę do pomiaru czasu. Zaczęliśmy ostateczne składanie auta i przygotowanie na Badanie Kontrolne. Naszykowałam ciuchy, dokumenty. Wszystkie papiery od auta, jakie miałam były potrzebne – oprócz dowodu rejestracyjnego i OC ;). Książka Samochodu Sportowego (zamawiana przez Inside PZM – jak się ma licencję, to ma się tam dostęp ;)), certyfikat na klatkę od Vicars, certyfikat na zbiornik paliwa i dodatkową kartę techniczną, którą Kocur musiał wypełnić jeszcze w domu. Samochód ma homologację A-grupową (którą też trzeba mieć przy sobie), ale silnik, w dodatku z doładowaniem – już jej nie ma. To wymagało dokładnego sporządzenia dokumentacji, w której znalazły się nie tylko informacje o silniku, ale też o dodatkowych elementach aerodynamicznych i nietypowym mocowaniu bezpiecznego zbiornika paliwa. Trzeba też było mieć kartę wyposażenia bezpieczeństwa – wypełniłam sobie ją jeszcze w domu. Tam się wpisuje numery homologacji, nazwy producentów i daty ważności takich elementów jak pasy, fotel, kask, ciuchy. Wszystkie te szablony są dostępne na stronie PZM.

Homologacja

Karta Techniczna

Karta Wyposażenia Bezpieczeństwa

Pierwszym etapem było ważenie samochodu. Minimalna masa auta w klasie DN-4 (Dywizja Narodowa, klasa 4 – powyżej 2.0l) to 1030kg. Wjechaliśmy na wagi a tam Zonk! 926kg… Jak to możliwe? Co prawda Kocur policzył masę „na oko”, ale taki wynik wydawał się być zupełnie idiotyczny! Serca nam podeszły do gardeł, bo nie mieliśmy czym dociążyć samochodu aż o 104kg… Mieliśmy jedynie 10kg odważników ze sztangi, takich wiecie, z Decathlonu ;). Okazało się, że samochód był „podparty” o najazd na wagi, po przepchnięciu o 1cm wagi już wskazały 1022kg :). Domontowaliśmy 8kg krążków po stronie pasażera i było oki. Potem wyposażenie bezpieczeństwa – śpiewająco! Następnie panowie ocenili, czy moje aero nie wystaje za bardzo z przodu, z tyłu i ponad samochód, oraz czy nadkola zasłaniają całe koła w obliczu negatywu zawieszenia i dystansów na piastach. Potem przyszedł delegat techniczny – Pan Boguś albo Pan Bogdan (jest ich dwóch) i kazał odkręcać płaską podłogę, aby sprawdzić, czy bezpieczny zbiornik paliwa jest bezpieczny :D. Czyli odpowiednio osłonięty od spodu. Finalnie – egzamin zdany!

Polecieliśmy szybko na dodatkowy trening. Teraz już przyszła kolej na pracę nad jazdą.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-41

Foto: Kodixfoto

Założyliśmy twarde opony Avon, nie umywające się do Michelinów, na których zamierzałam jechać wyścig. Słońce zaszło ale wiedziałam, że nagrzeją się choćby od samej prędkości. Pierwsze okrążenie 2:12, kolejne 2:10, zaczynamy schodzenie. Poczułam, że opony są nagrzane i zaczęłam cisnąć na tyle, na ile mi wystarczyło pomysłu. Hamowanie za Cliówką i prawie skończyłam tył na przód! Nie, ta opona była słaba, ale podróżowałam dalej, poprawiając na każdym okrążeniu JEDNĄ sekcję według porady Doti. Kolejne czasy urwane, po pół sekundy na okrążenie. 30 minut skończyło się szybciej niż sądziłam, zjechałam z beznadziejnym 2:06. Potem poleciałam na odprawę a tam awantura, bo zamiast jechać wyścig z samochodami kręcącymi podobne czasy, wypchnięto całe DN-4 do D4. Miałam jechać wyścig w grupie z GT3 (Porsche, Lambo) i TCR… autami o wiele mocniejszymi. Oczywiście klasyfikowana byłam tylko w DN-4, a chodziło o „towarzystwo” na torze. Jeśli w klasie nie ma 20 samochodów, to pojemność toru wypełnia się podczas wyścigu łącząc klasy.

Przestraszyłam się. No ale kwalifikacje były przede mną, to była dobra okazja, aby sprawdzić, jak się z nimi ogarnę. Wyjechałam na te nieszczęsne kwali, a że tempo wydarzeń było masakryczne o poranku i nerwy sięgały zenitu, to zapomnieliśmy dotankować Hondę… Paliwa wystarczyło jedynie na 6 czy tam 8 okrążeń, czyli 3 na grzanie opon i 3-5 na robienie czasu… Zjechałam znów z beznadziejnym 2:06, nie miałam ani jednego, czystego okrążenia na nagrzanych oponach – ciągle musiałam kogoś znacznie szybszego puszczać.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-272

Foto: Kodixfoto

Mimo złego czasu i tak ze sporym zapasem kwalifikowaliśmy się do sobotniego wyścigu. Odstawiliśmy furę do naszego serwisu, spakowaliśmy manatki i pojechaliśmy do wynajętego mieszkania – wreszcie coś zjeść i odpocząć.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-13

Foto: Kodixfoto

Padliśmy jak muchy, a w nocy dojechał do nas Kamil z Bizola z Filipem. Rano już na tor miał dotrzeć Janek z Filipową Agatką i Kodix z Martą. To dodawało mi otuchy. W tej chwili miałam takie podejście, aby wyścig dojechać bezpiecznie do końca i… nadal urywać czas.

Nie miałam za bardzo kiedy się denerwować, bo mój wyścig został przesunięty z popołudnia na wcześnie rano, więc właściwie przyjechałam na tor już ubrana w mój „mundur”, rozgrzaliśmy furę i wio!

I wtedy do mnie dotarło. To już. Siedzę w samochodzie wyścigowym, który prowadzi się tak, jak na wyścigówkę przystało. Czekam na start do mojego pierwszego wyścigu, a w okół mnie ekipa przyjaciół… To jest moment, w którym marzenie 10-ciolatki spełnia się. Moment, w którym ostatecznie próg zostanie przekroczony, a po nim zostanie wyłącznie rozwój. Moment, po którym będę mogła powiedzieć, że się spełniłam.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-63

Foto: Kodixfoto

Wyjechaliśmy na okrążenie formujące i wtedy przekonałam się, że łatwo nie będzie. Za rozciąganie szyku jest kara pieniężna, a oni – takie miałam wrażenie – cisną! Na formującym! Goniłam ile wlezie. Zdałam sobie sprawę z tego, że na wyścigu trzeba będzie jeszcze szybciej! Próbowałam trochę zagrzać opony, ale od wężykowania po jakimś kilometrze zrobiło mi się niedobrze, więc odpuściłam ;). Muszę się do tego przyzwyczaić, hehe.

Podjechaliśmy na start i ustawiliśmy fury.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-108

Foto: Kodixfoto

Z 12 pola (wg. czasów z kwalifikacji, numer pola jest drukowany na kartkach po kwali i umieszczany na tablicy przy biurze w formie papierowej) nie widziałam tablic odliczających czas podczas procedury startu, ale Filip informował przez słuchawkę. Pierwsza tablica – 5 min. Potem 3 min, po tej tablicy przy aucie mogą zostać wyłącznie mechanicy. Potem 1 min – wszyscy mają zniknąć, a kierowca musi włączyć silnik. 30 sek, 5 sek, semafor… czerwone, pedał gazu w podłogę i procedura startu, ŁUTUTUTUTUTUTUT, zielone, sprzęgło w górę tak samo, jak poziom adrenaliny. Zegar wystartował, nieuchronnie odliczając 25 min wyścigu. Moje 25 min, aby złamać te pieprzone 2:00! Za nami ruszył Safety Car, aby po jednym okrążeniu zjechać do depot.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-251

Foto: Kodixfoto

Miałam dobry start, choć i tak wszyscy trochę od razu odjechali. Zimna opona, brak skilla, brak znajomości toru i ekipa Renówek zaczęła znacznie odjeżdżać już na 2-gim okrążeniu. Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że to na 3-cim okrążeniu stuknęły się dwie Cliówki. Obie raczej stotalowane. Stały na torze, wyjechał Safety Car. Chyba ze 3 okrążenia to trwało, na pierwszym z nich dogoniłam grupę i tak się wlekliśmy. Znów próbowałam wężykować i znów było mi niedobrze. Stwierdziłam jednak, że to jest moja szansa, aby chociaż jedno kółko pociągnąć za chłopakami, aby się od nich czegoś nauczyć. Siadłam na tyłek koledze i czekałam na zjazd SC, kiedy znów mogłam wcisnąć pedał w podłogę.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-276

Foto: Kodixfoto

Utrzymałam się w „widoku” ze 3 okrążenia, połowę toru w ostatnim z tych trzech przejechałam w nawet niezłej odległości, resztę spartoliłam. Tablica „1 lap” – to znaczy, że czas 25 min upłynął i zostało nam jedno okrążenie. Szachownica, było po wszystkim. 2:03, no żesz k…. . Ale jesteśmy bliżej, mimo wszystko cieszyłam się z tego czasu, a cały wyścig nagrał się na kamerkę. Czekało nas wieczorne odrabianie lekcji.

W ogóle wtedy nie myślałam już, że właśnie spełniłam marzenie. Na tym etapie miałam obsesję na punkcie złamania 2:00, nie myślałam o niczym innym. Nie chciałam jechać do chaty, chciałam jeszcze popatrzeć. Może niepotrzebnie, bo na koniec dnia dojrzałam zdarzenie, przez które cały tor został usrany olejem… W dodatku totalnie w linii wyścigowej (czyli tam, gdzie się jeździ, hehe). Pomyślałam sobie, że sprzątną to przecież do porannych kwali… hehe.

W mieszkaniu zgraliśmy filmik z wyścigu na kamerkę i wspólnymi siłami: Kocur, Filip, Janek – wymyśliliśmy, jak poprawić linię przejazdu. Stwierdziliśmy, że na poprawę punktów i siły hamowania jest za wcześnie.

Spałam dość spokojnie. Nie denerwowałam się, musiałam się wyspać, żeby zrealizować plan na niedzielnych kwalifikacjach. Było mnóstwo zapasu a nowy pomysł na przejazd był zupełnie inny od poprzedniego. Podjęliśmy też decyzję, że jechać muszę gdzieniegdzie z tak zwanego „dostawienia”, dlatego położyliśmy spojler bardziej na płasko, żeby było mi łatwiej się ustawiać takim bardzo lekkim uślizgiem w ciaśniejszych sekcjach. Bardzo dobrze czuję się w takim stylu jazdy, jednak wspomniany hejter, stary „wyjadacz” z Poznania odradzał mi to kategorycznie. Mówił, że to nie te prędkości, aby pozwalać sobie na uślizg… Postanowiliśmy olać tę poradę. W końcu każdy ma swój styl, a mój od zawsze był taki właśnie.

Następnego dnia byłam skupiona wyłącznie na zrobieniu czasu. Zobaczyłam tor i wczorajszy olej, posypany jedynie piaskiem. Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Nie po takim syfie się jeździło. Nie obchodziła mnie niczyja opinia, nie obchodził mnie mój hejter, NIC, tylko 2:00. Nie myślałam o tym, że np. jestem to winna Kocurowi (taka prawda, byłam mu to winna). O niczym nie myślałam, tylko o jeździe. Zamykałam oczy i wizualizowałam sobie cały przejazd według nowego pomysłu, robiłam to wielokrotnie. Wsiadając do samochodu byłam pewna siebie, a pomysł miałam przerobiony w głowie od a do z. Po prostu wiedziałam, jakie mam zadanie.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-36

Foto: Kodixfoto

Wyjechałam. Miałam wtedy bardzo czystą głowę, a Filip miał na bieżąco przypominać mi, co mam robić – na wypadek, gdyby wszystko uleciało. Pierwsze okrążenie 2:06, drugie 2:04, trzecie, czwarte, piąte 2:03 i wtedy to nagrzała się opona. Od razu zaczęłam robić 2:00 plus jakieś setne. Coraz mniej tych setnych, coraz mniej, ale cały czas 2:00.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-158

Foto: Kodixfoto

Przeważnie miałam w miarę „czysto”, jechałam już przyzwoitym tempem, więc dublowania zdarzały się bardzo rzadko, miałam praktycznie cały tor dla siebie. Cisnęłam dalej.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-160

Foto: Kodixfoto

Znów 2:00+. Wtedy usłyszałam w słuchawce głos Kocura, stojącego obok Filipa, który mnie spottował:

„Ku*wa, to jest jedno, opóźnione hamowanie i będzie te 1:59…”

Umawialiśmy się, że nie będziemy opóźniać hamowań, ale czułam się na siłach… Zaczęłam cisnąć jeszcze bardziej i na wylocie z „Baby Jagi” (pierwszy zakręt w prawo) widziałam, że prędkość mam o 10km/h wyższą… hamowanie do Pierwszego Lewego, lekki poślizg, smród z opon i znów na budziku więcej po wylocie z zakrętu. Potem esy floresy bez hamowania a jedynie z ujęcia, trochę podsterownie, wyższym biegiem i Kukurydza… Stwierdziłam, że wpieprzę się tam hamując później, najwyżej mnie wypłuży. Tak też się stało, pewnie tam straciłam. Od Kukurydzy widziałam, jak zbliża się do mnie Damian albo Bartek, nie pamiętam, bo obie Cliówki białe.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-277

Foto: Kodixfoto

Powinnam była zjechać i go puścić. Ale nie, za dobrze mi szło i stwierdziłam, że najwyżej mnie potem zwymyśla, czy coś, nie zmarnuję dobrego okrążenia. Pomyślałam, że może nie warto mu dawać powodu do zwymyślania i przycisnąć jeszcze bardziej?

Zmotywował. Przed Dębami bez ujęcia, Dęby z ujęciem ale niewielkim, hamowanie do Radara dużo późniejsze i znów wyższy bieg. Wyszło bardzo dobrze, kwestia była, aby śledzący mnie kolega nie zdążył na prostej wyprzedzić i zająć linii wyścigowej chwilę przed lub w samym Ostatnim Prawym. Żebym tam po prostu miała swobodę.

Nie zdążył.

Przeleciałam ostatni zakręt z lekkim hamowaniem, na wejściu miałam znacznie wyższą prędkość. Przecinając linię mety serce waliło mi jak oszalałe w nadziei na usłyszenie 1:59.9 w słuchawce…

– Jeeeeest, zrobiła to! – usłyszałam Agatkę drącą się obok Filipa.

– Jest? Ile? – to ja.

– 1:58.5!!!!!!

Ich tupanie, moje wrzaski, ich wrzaski.

Czas kwalifikacji skończył się. Zostawiłam auto w parku ferme (po kwali i po wyścigu należy tam odstawić bolid na pół godziny w razie wpłynięcia protestu innego zawodnika), złapałam tylko kask w rękę i zaczęłam biec do parku serwisowego. Ryczałam. Tym razem jednak to były łzy szczęścia. Dotarłam do mojej ekipy, a tam niemniejsza radość, noszenie na rękach i tak dalej.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-83

Foto: Kodixfoto

To było jedyne moje takie okrążenie. Okrążenie z dostawieniami, z nieco opóźnionym hamowaniem. Nie miałam szansy go powtórzyć na kwalifikacjach, a było sporo zapasu. Już wtedy wiedziałam, że tym samochodem można urwać jeszcze bardzo dużo.

Ważne było też to, że od rana nie myślałam już o hejterze. Nie zrobiłam tego czasu po to, aby cokolwiek komukolwiek udowodnić. Zrobiłam ten czas dla siebie. Podczas tego jednego okrążenia wszystkie emocje były wyłączone, została tylko analiza każdego, poprzedniego przejazdu, głos Filipa w słuchawce i mój samochód, w którym dysponowałam trakcją, jakiej wcześniej nie znałam. Nie wiedziałam, że tak można. Wiedziała zaś o tym moja przyjaciółka Marta, bo przed wyjazdem na zawody wywróżyła mi ten czas na niedzielnych kwalifikacjach :).

Nie była to kwestia odwagi, ten pojazd jej nie wymaga przy tempie 1:58.5.

Przyszła kolej na niedzielny wyścig. Jak pewnie się domyślacie, chciałam kontynuować urywanie czasu według nowego pomysłu.

Na chwilę puściły mi nerwy. Zobaczyłam, że coś paruje mi spod maski, ale Kocur powiedział, że przecież zmieniali olej między sobotą a niedzielą, to zapewne to. Spoko.

Nadal nie czułam się jakoś dobrze, byłam podenerwowana, zupełnie nie wiedziałam czym. Miałam złe przeczucia, ale wiadomo, przeczucie nie ma zwykle nic wspólnego z rzeczywistością. Za mną w kolejce do wyjazdu na tor ustawiła się Gosia Rdest. Pomachałam jej, pokazałam kciuka, odpowiedziała tym samym. Wtedy poprawił mi się humor i nerwy przeszły. Takie zachowanie doświadczonej zawodniczki dodało mi otuchy :).

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-229

Foto: Kodixfoto

Znów na 12 polu startowym, ale miałam Filipa w słuchawce i informował mnie o tablicach pokazywanych przez sędziów startu.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-129

Foto: Kodixfoto

Wystartowaliśmy. Tym razem miałam jeszcze lepszy start i na prostej nieomal utrzymałam się za ekipą Clio. Na Babie Jadze odrobinę straciłam, ale nadal jechałam w grupie. Kolejny zakręt i nadal w grupie! Kilka kolejnych, wciąż w grupie – na końcu, ale trzymałam się!

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-249.jpg

Foto: Kodixfoto

Cisnęłam, czułam, że w tym wyścigu zrobię jeszcze lepszy czas! Dobrze mi się jechało, aż na 3-cim albo 4-tym okrążeniu zauważyłam, że wskazówka od temperatury wody drgnęła w górę… Pomyślałam, że zaraz będzie prosta, to się schłodzi. Tak też się stało, ale znów dojechałam do ciaśniejszej i wolniejszej sekcji, a temperatura znów urosła, tym razem trochę wyżej. Na kolejnym okrążeniu już zobaczyłam czerwone pole. Podjęliśmy decyzję o zrobieniu jednego okrążenia „chłodzącego”, a więc znacznie zwolniłam, jadąc wyższymi biegami na niskich obrotach. Szlag by to trafił, dopiero opony i hamulce się porządnie nagrzały, teraz dopiero miała zacząć się jazda! Nawet jeszcze mnie żaden Huracan nie zdublował! Przejechałam jedno okrążenie chłodząc, chłopaki odjechali w ogóle z zasięgu mojego wzroku. Ok, cisnę kolejne, może opony nie wystygły, chcę zrobić ten czas! Znów czerwone pole i znów okrążenie chłodzące. Olej był cały czas w normie, jednak nie chcieliśmy przegrzać bloku i głowicy, to bardzo niebezpieczne dla silnika.

Kocur za pośrednictwem Filipa nakazał zjazd do depot. Prawdopodobnie układ się zapowietrzył, te grube chłodnice wody mają problematyczne „korki” ;). Nie mogłam tak dłużej jechać. Silnik mam naprawdę kozacko odremontowany, szkoda by było uszkodzić blok albo głowicę.

Zjechałam, maska w górę, odpowietrznik i bryzg – prosto w Kocura. U mnie poziom nerwa sięgnął zenitu i zaczęłam drzeć się, że nie wyjeżdżam już, żeby to zostawili, a chłopaki uwijali się, żeby odpowietrzyć układ choć trochę, ile się dało. Podbiegł też Marek z innego zespołu, bo na wyścigach wszyscy sobie pomagają. Nie chciałam dalej jechać. Nie chciałam zniszczyć samochodu, nie chciałam też być zawalidrogą. Odmówiłam jazdy, moją decyzję Filip przekazał reszcie zespołu i wtem zjawił się Darek Krupa. Nic do mnie nie dotarło, co mówił oprócz jednego zdania.

Tym razem wyjechałam na pohybel. Na przekór. Nadal jednak byłam zdenerwowana.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-275

Foto: Kodixfoto

Nałożyło się wszystko: obawa o auto, obawa o przeszkadzanie innym i co będzie, jak będę musiała na przykład zjechać w pole i tam stanąć, a trawa pode mną się zapali? I tak dalej. Niestety samochód grzał się dalej, więc dalej jechałam okrążenia na przemian – szybkie i chłodzące. Szachownica…

Nie zakwalifikowałam się, nie przejechałam 75% dystansu najszybszego zawodnika w mojej klasie, a więc i najszybsze okrążenie nie zostało zmierzone, a raczej ujawnione.

Zjechałam do parku ferme i natychmiast z niego uciekłam biegiem, pełna obaw, że mnie tam zlinczują za decyzję o wyjeździe uszkodzonym bolidem i rozkosznym przeszkadzaniu. Nie chciałam rozmawiać z kierowcami.

Nie widziałam tego, zaślepiona własnym wstydem chyba, ale sędziowie w parku ferme bili brawo, pokazywali kciuki, bo ukończyłam. Jedzie się do końca, jeśli się da, podejmuje się walkę. Nadal było mi wstyd, nie rozumiałam tylko, dlaczego Jędrzej Szcześniak, który musiał mnie podczas tego wyścigu kilka razy dublować, pomachał mi i uśmiechał się przy tym.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-156 Foto: Kodixfoto

Chyba po prostu chciał mnie pocieszyć i dać do zrozumienia, że nic się nie stało :). Jeśli to czytasz Jędrzej to informuję, że pomogło, dzięki :).

Ściągnęliśmy samochód do strefy serwisowej i zaczęliśmy się pakować. Przychodziły kolejne osoby – pogratulować, uściskać… Ukończyliśmy. Wystąpiliśmy. Z całym szacunkiem do nas, amatorów :).

Teraz mamy mnóstwo wniosków. Takich, że na przykład nie trzeba mieć kupy forsy, jeśli ma się pomysł, wiedzę, przyjaciół i brak ciśnienia na wygrywanie od razu. Że wyjazd na nowy tor zawsze będzie wymagał wjeżdżenia się, tak samo, jak nowe auto – z pewnością nie dałam z siebie wszystkiego. Jeszcze :). Mamy też wniosek, że ten cały PZM nie jest wcale taki zdezorganizowany, jak się mówi. Wszystko jest dostępne, tylko trzeba umieć szukać lub nie bać się zadzwonić. Nie mieliśmy żadnych problemów z formalnościami. Przekonaliśmy się też, że w Poznaniu jest fajnie. Są fajni ludzie, fajni wyścigowcy, fajni sędziowie i kibice. To nie piłka nożna, żeby hejt międzymiastowy się zrodził. Nie ważne, skąd jesteś – jesteś w motoryzacyjnej rodzinie. Obserwując innych zawodników cieszymy się, że testowaliśmy zarówno samochód, jak i organizm kierowcy tyle razy, a nie wyjechaliśmy od razu na zawody. Mogłoby to się źle skończyć.

Przekonaliśmy się też, że nie ma czegoś takiego jak Nemezis, Kryptonit czy takie tam. Jest tylko zegar, a hejterzy niech sobie hejtują. Jeśli próbują ciągnąć Cię w dół to prawdopodobnie znaczy, że sami w Ciebie wierzą :). 

Kocur, bez Ciebie nic by się nie wydarzyło. Bez Ciebie w o ogóle nie byłabym kierowcą żadnego sportowego auta ;). Dziękuję Ci za to, że umożliwiłeś mi starty w amatorkach, że dokoksowałeś mi furę, żebym mogła sobie szybciej latać, nadal w tych amatorkach i finalnie dziękuję Ci najmocniej na świecie, że pchnąłeś mnie do spełnienia dziecięcych marzeń i zbudowałeś narzędzie pracy, tak niesamowite, bo stworzone na naszym amatorskim podwórku, amatorskimi narzędziami, budowane przez mechanika-amatora, ale obliczone przez najlepszego inżyniera.

Dzięki Tobie mogę powiedzieć, że JESTEM KIEROWCĄ WYŚCIGOWYM.

Teraz moja kolej na wsparcie. Sezon 2019 jest Twój.

WMS 2018 - www.kodixfoto.com 2018-16

Foto: Kodixfoto

Dziękuję moim rodzicom, którzy od zawsze mnie wspierali. Tato, pamiętam, jak jeździliśmy po parkingu jak ledwo dosięgałam do pedałów. Lataliśmy Mamy AX-em, w tajemnicy :). Pamiętam, jak rzucałeś we mnie kluczykami od białego „balerona”, jak jeszcze nie miałam prawka. Wiedziałam wtedy, że jedziemy się bawić. Dziękuję, że nauczyłeś mnie „myśleć” o tym, co robię za kółkiem i przewidywania zachowań innych uczestników ruchu. Myślenie przekłada się teraz na „analizę”, pracę masą, przewidywanie zachowań rywali na torze. Mamo, dziękuję, że po Tobie jestem wariatką. Pamiętam, jak Maluchem ścigałaś się z Mercami, a po wycieczkach Sierrą sama odchorowywałaś swoją jazdę :). Dzięki za wspaniałe geny, które nie pozwalają mi się poddać. Dziękuję za ciepłe naleśniki po zawodach i krupnik, dziękuję za każdego lajka, zawsze jesteś pierwsza – jak przystało na Mamę kierowcy wyścigowego. Kochani, dziękuję, że nigdy we mnie nie zwątpiliście i za to, że nie mogłam uniknąć „drygu” do samochodów będąc w tej rodzinie :).

Z tego miejsca chciałabym podziękować sponsorom, a Wy doczytajcie proszę do końca – bo to dzięki nim pojechałam i dzięki nim macie drogę otwartą, przetartą, a ja mogę służyć Wam radą i wnioskami.

2brally, dziękuję, że jesteście z nami od sześciu lat, czyli od samego początku. Zaczynając nieśmiało od podarowanych olejów, lanych do seryjnych gruzików, kończąc na wyposażeniu bezpieczeństwa i odzieży dla dwóch naszych zawodników na profesjonalnym już (tak to nazwijmy) poziomie. Z wami przeszliśmy pełną ewolucję.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-57

Foto: Kodixfoto

Dziękuję również Magnaflow.pl i dystrybutorowi ARTO PPH za trzyletnią współpracę. Tak długa współpraca wiele dla nas znaczy. Dziękujemy za to, że rozumiecie, że nie tylko Wasze wydechy są potrzebne, ale trzeba też jakoś opłacić wpisowe.

WMS 2018 - www.kodixfoto.com 2018

Foto: Kodixfoto

W zeszłym roku dołączył do nas Bizol Polska. Na początku testowaliśmy produkty i podjęliśmy decyzję, że chcemy to lać. Wam również dziękujemy za całą przekazaną chemię i olej o tak dobrych właściwościach termicznych, że prawdopodobnie to on uratował mój blok. Dzięki za świadomość, że Wasz booster oktanów też trzeba do czegoś wlać i czymś za to zapłacić :).

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-9

Foto: Kodixfoto

Vicars, Adasiu, dziękuję za klatkę bezpieczeństwa, dzięki której spałam spokojnie. Nie tylko nie musiałam się martwić o swoje zdrowie i życie, ale też o formalności, dzięki Twojej, znanej już w motorsporcie marce i certyfikatowi. Dziękuję też, że wykonałeś tę klatkę tak ślicznie. Dzięki temu moja Honda to prawdziwie słodki, damski gabinet :). Dzięki za mocowania fotela, który mogliśmy ustawić pode mnie (kurdupelka) i mega przydatny wieszak na klatkę. Finalnie dziękuję za wykonanie customowych, zgodnych z regulaminem mocowań spojlera (mocowanie do poszycia w okolicy konstrukcyjnego elementu karoserii).

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-195

Foto: Kodixfoto

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-183

Foto: Kodixfoto

WOBO, dzięki za to, że towarzyszycie nam też w zasadzie od początku (wcześniej jako MIGTEAM). Niby duperele, ale bez nich nie byłoby tego auta. Dzięki za rurki, złączki, intercooler, boost controler, wskaźniki i inne, niezbędne do zmodyfikowania tego silnika graty.

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-174

Foto: Kodixfoto

MRTL dziękuję za zakucie customowych przewodów paliwowych i olejowych o odpowiednich długościach oraz za przewody hamulcowe w oplocie. Dzięki nim w hamowaniu jest więcej czucia, a ja się czuję bezpiecznie – bo nie chciałabym przy prędkości 200km/h gwizdnąć w ścianę, lub żeby kabina wypełniła mi się paliwem podczas jazdy. No albo żeby oleju zabrakło, a tym bardziej żeby rozkosznie pociekł na wydech… Z Waszymi przewodami to się nie wydarzy :).

46427491_1725433197562176_3031898898365939712_n

FlatOut Auto Serwis dzięki za geometrię, milion porad, busa, spottowanie. Dawało to spore poczucie bezpieczeństwa, a taka pomoc przy dużym przedsięwzięciu jest nieoceniona. Jak widać, nie tylko RX-em możecie się zajmować, ale także WSMP niestraszne :).

50 Zuzia MCG WSMP 2018 - www.kodixfoto.com 2018-223

Foto: Kodixfoto

I finalnie Kodix… Nie wiem, co napisać, bo żadne słowa nie oddadzą tego, jak jestem Ci wdzięczna. Już nie o zdjęcia chodzi ale o to, jak to się wszystko potoczyło. Najpierw byłeś naszym fanem, potem naszym fotografem, teraz jesteś przyjacielem. Dzięki, że wróciłeś do nas. Cieszę się, że tak niewielki ruch wystarczył, aby było Ciebie jeszcze więcej niż kiedykolwiek. Jesteś mi przede wszystkim przyjacielem. Fajnie, że na dodatek umiesz robić profesjonalne zdjęcia w ruchu, statyczne, dokumentalne i sesje portretowe, a do tego kręcić filmy, te takie z drona, pamiętasz :). Bez Ciebie byłaby dupa, a nie promocja, a ja z dumą podpisuję każde foto. Już nigdy nie znikaj!

43723179_1746604212118718_6503587771939028992_n

Dziękuję też mojemu Automobilklubowi Królewskiemu, bez którego nie byłoby możliwe ani wystawianie faktur sponsoringowych, ani uzyskanie licencji. I nie, nie chodzi wyłącznie o przynależność klubową. Kto wie, ten wie ;).

42288321_10212854728304946_1929069279504760832_n

Chciałam też podziękować sędziom z Poznania, przede wszystkim Maksowi Michalskiemu za zdalne nadzorowanie projektu, pilnowanie modyfikacji za pomocą zdjęć przesyłanych w tę i we w tę przez messengera.

41984436_1974247735995035_8825260669101146112_n

Dziękuję też Mai Michalskiej za dyskretną poprawkę na starcie – taką, abym nie miała wiochy, że stanęłam za daleko :). Ten niewielki ruch ręką też dodał wtedy otuchy.

46524170_552177048592070_7465848832098566144_n

Podziękowania także dla Panów: Bogusia Kurtyki i Bogdana Latkowskiego za pomoc w opanowaniu projektu „bezpieczny zbiornik paliwa w aucie typu HB”. Dzięki dla Romana Ch. i Bartosza S. ;). Bardzo się ucieszyłam, że moje auto było warte zrobienia sobie z nim zdjęcia, hehe.

42816416_1899262580151153_293293695917096960_o

Roman, pls nie wrzucaj już moich fot, jak mnie wyprzedzają po zewnętrznej hahahahaha. Nie no, ja już będę grzeczna. Będę się starać :).

Pamiętne foto wykonane przez Romana podczas treningu:

42111167_1885762908167787_7144929257993535488_o

Dzięki dla „Ekertówki”, czyli Agnieszki Ekert (Ekiert, hahaha), która rok temu na Motoshow przypomniała mi o wyścigach płaskich. Od tego Motoshow i naszej rozmowy wszystko się zaczęło.

30420709_776216495909667_6092010895017595605_o

Foto: MW Pictures

Dziękuję mojemu zespołowi i pozostałym przyjaciołom, którzy trzymali kciuki zarówno za Kocura w zakresie budowy mojego bolidu, jak i za mnie w roli kierowcy.

Gratulacje dla wszystkich uczestników. Do tej pory nie wierzę, że stałam obok Was na starcie. Jesteście najlepsi!

DO ZOBACZENIA W NASTĘPNYM SEZONIE!