Hello, I’m a spotter. Komunikacja na wyścigach i test słuchawek Jabra.

No, to jesteśmy już po. Oba  nasze “wielkie debiuty” można uznać za zaliczone i udane. Zaczęliśmy od Rallycrossu (RX) w kwietniu 2018, gdzie stawiliśmy się właściwie całą drużyną, aby wesprzeć naszego kierowcę Janka. Mieliśmy spore obawy, był to nasz debiut a Janek chodził po ścianach od tygodnia. Obawy, które miał dotyczyły badania kontrolnego, a potem tego, że wyścig nie pójdzie, że kogoś nie zauważy, że będzie gruby dzwon i finalnie zawiedzie całą ekipę i naszych wspierających fanów.

Wymyśliliśmy, że dla dodania mu otuchy i ułatwienia debiutu, będziemy go spottować…

I tak się zaczęło :).

Historia spottingu w wyścigach jest niemal tak stara, jak same wyścigi. Pierwsze próby komunikacji przez radio były uskuteczniane już w latach ‘50, natomiast wtedy nie przyjęło się to ze względu na ograniczenia technologiczne. Później spotting stał się popularny w wyścigach NASCAR i niejednokrotnie ratował kierowcę z opresji. Okazało się bowiem, że podczas tak długich wyścigów komunikacja jest niezbędna (np. informowanie o tym, kiedy należy zjechać do Pit Lane) i początkowo posługiwano się tablicami pokazywanymi kierowcom zza bandy. Niestety, kierowcy gapiąc się w te tablice niekiedy tracili swoje pozycje lub nawet rozbijali się! Stąd postanowiono przesiąść się na radio. Z radiem zaś wiązały się inne problemy – fani lub inni zawodnicy często “wchodzili sobie na kanał” i zakłócali transmisję. Nierzadko musieli się “kłócić” o zwolnienie linii. W tym momencie ta technologia już jest bardzo zaawansowana i o takich niesnaskach nie ma już mowy :).

W każdym razie postanowiliśmy wziąć przykład ze znacznie starszych kolegów po fachu. Kilka podpowiedzi, co mówić, a czego nie mówić i wio. Chociaż nie, nie było tak łatwo.

Każdy kierowca potrzebuje czego innego. Faktycznie liczba komunikatów powinna być ograniczona do minimum, aby nie zajmować uwagi kierowcy i powinno się rozmawiać wyłącznie o niezbędnych tematach, natomiast dla każdego kierowcy inny temat jest niezbędny. W przypadku Janka, kluczowym było liczenie okrążeń i dyktowanie, kiedy ma pojechać Jocker Lap. Jocker Lap to okrążenie wyznaczone alternatywną, dłuższą trasą. Podczas kwalifikacji pominięcie Jockera skutkuje karą czasową, natomiast podczas wyścigu półfinałowego czy finałowego – wykluczeniem. Kierowca w ferworze walki mógłby o tym zapomnieć, z resztą czasem się to zdarza. To jest jedna funkcja spottera. Drugą jest bieżące opracowywanie strategii na skutek obserwacji toru z zewnątrz. Na kwalifikacjach lepiej jest zwyczajnie jechać samemu, bo wtedy liczy się tylko czas, a jazda w grupie utrudnia jego zrobienie. Jeśli kierowcy nie uda się dobrze wystartować, może sobie zrobić Jockera na którymś z pierwszych okrążeń, aby oddalić się od grupy. Jeśli jedzie pierwszy lub drugi, lepiej poczekać do późnych okrążeń. Ważne jest też, aby w miarę możliwości na szutrze nie jechać za zgrają narwańców, wznoszących tony pyłu w powietrze, który też utrudnia zrobienie czasu. Warto też informować, czy kierowca ma “zapas”, czy musi w kulturalny sposób troszkę przyblokować innych zawodników, aby przeciąć linię mety jako pierwszy.

Na wolnych treningach zaś Janka spottował Kocur w roli… trenera! Czyli mówił mu, jak ma jechać. Gdzie ciaśniej, gdzie szerzej, gdzie później hamować, a gdzie wcześniej dodać gazu. Wszystko to bardzo się przydało.

Pierwszym spotterem Janka była Samanta. Ponieważ odbyło się to na zupełnym “spontanie”, to byliśmy totalnie nieprzygotowani. Działaliśmy na zwykłych słuchawkach do telefonu, no i telefonie, a nie na profesjonalnym radio. Ten zestaw miał podstawową wadę: był “nielegalny”. Teoretycznie przewód od słuchawek nie miał prawa znaleźć się między twarzą kierowcy a balaklawą, z tym że widzieliśmy, że inni kierowcy również te słuchawki mają i się niczym nie przejmują. Postanowiliśmy również nie przejmować się i nie pucować z tym, że słuchawki mamy. Oczywiście, jeśli Wy macie inną możliwość, to tego nie róbcie ;).

Była też kolejna wada. Słyszalność była mega słaba, a zwykłe słuchawki “pchełki” po prostu wypadały z uszu, szczególnie przy wkładaniu kasku. Po “spięciu” w cały rynsztunek nie było już możliwości poprawienia słuchawki w uchu.

Niemniej jednak komunikacja w tym debiucie miała kluczowe znaczenie dla naszego kierowcy. Gdy słuchawki przestały działać przed którymś z kolejnych wyścigów kwalifikacyjnych, widziałam, jak Jankowi zaczynają drżeć ręce. Nie, nie interpretujcie tego jako słabość. To było dla nas wszystko nieznane, a ranga Mistrzostw Polski ryła nam wszystkim banię.

Finalnie pierwszy bieg kwalifikacyjny był trochę “zmarnowany”, w drugim Janek przeciął linię mety jako drugi. Wydaje nam się, że mógł mu wypłynąć mózg od jazgotu radości, który z siebie wydałyśmy wtedy z Samantą (było na lajwie, hehe). Na szczęście nie wypłynął, a myśmy mieli poczucie wspólnoty i przyjaźni takiej, jak nigdy jeszcze. Wiedzieliśmy, że złożyliśmy się na to wszyscy i mogliśmy każdą sekundę wyścigu przeżywać razem z Jankiem.

Uczucie było niesamowite i nie zapomnę go do końca życia.

Na następne zawody, tym razem w Toruniu przygotowaliśmy się już znacznie lepiej. Janek nadal korzystał ze słuchawek do iPhone’a, które jako tako siedziały w uchu, Samanta zaś dostała fajne, duże słuchawki JBL z mikrofonem. Zdecydowanie lepiej słyszała Janka i Janek ją, w dodatku miały one super zaletę – kibice z daleka widzieli, że idzie spotter i ustępowali miejsca na trybunie. Na wcześniejszej rundzie w Słomczynie musiałyśmy się przepychać i walczyć o to miejsce, byłyśmy w pracy, czego kibice nie mogli zrozumieć.

Wszystko poszło sprawnie, jednak wystający z rozporka kabel nadal straszył ;).

dA4YA3uQ

Foto (C): Kodixfoto

Niestety, profesjonalny interkom to wydatek ponad naszą kieszeń bo jak wiecie, staramy się robić wszystko na tyle niskobudżetowo, na ile się da, chcemy po prostu jeździć, a nie bawić się w coraz to droższy sprzęt. Ponadto na torach, na których np są wały lub bardzo rozległych – takich, jak tor Poznań, radio może zawieść. Nie chcieliśmy takiego zawodu w naszych debiutach i nawet otrzymaliśmy taką poradę od starych wyjadaczy, że póki możemy, to lepiej, żebyśmy korzystali z telefonów…

Wpadł nam w oko ten produkt Jabra: Jabra Elite Sport. Słuchawki są bezprzewodowe i wyglądały na takie, które nie wypadałyby z uszu. To był koniec naszych wymagań. Zgłosiliśmy się do Jabry, czy byliby tak mili i dali nam to przetestować. I wiecie co? Zgodzili się! W dodatku dostaliśmy do testów również słuchawki, które miały posłużyć spotterowi: Jabra Elite 65e.

IMG_7374

Oboje z Jankiem mamy poważny problem z głupio niewymiarowymi uszami. Wszystkie “pchełki” tak czy siak wypadają nam z uszu, ja osobiście nie byłam w stanie w ogóle radzić sobie z pchełkami i kombinowaliśmy, jak wstawić słuchawki z interkomu motocyklowego w mój kask wyścigowy. U Janka jakoś tam sprawowały się te iPhone’owe, ale nadal nie było to wygodne, no i ten kabel z rozporka…

Mieliśmy ogromne obawy, czy te Jabrowe pchełki, które wyglądały na ogromne, pomieszczą się w naszych uszach. Zaczęliśmy je testować przed kolejnym Toruniem i pierwsze przymiarki robiliśmy w McDonaldzie w trasie ;). Ku naszemu zdziwieniu mnogość gumek dołączonych do słuchawek zapewniła kozackie “trzymanie” w uchu.

_MG_7349

Zarówno ja, jak i Janek nie mieliśmy żadnego problemu z wypadającą pchełką.

_MG_7356

43548761_306962483450230_706440034777038848_n43557464_238355010190776_2718530602616750080_n

Do obsługi jednych i drugich słuchawek potrzebne były nam aplikacje:

Jabra Sound+ do moich Elite 65e oraz Jabra Sport do Jankowych Sportów.

Otworzyliśmy zainstalowaną apkę i okazało się, że tam mnóstwo rzeczy możemy poustawiać i monitorować.

43554830_556130678151216_7741810926227030016_n43652028_187535312058477_8703163648048103424_n

 

To nam dało do myślenia, a więc zaczęliśmy trochę więcej czytać o funkcjonalności słuchawek Elite Sport i okazało się, że oprócz tego, że dobrze siedzą w uchu i są odporne na pot i kurz, to mają jeszcze jedną, fajną funkcję, mianowicie mierzą tętno w uchu! To oznaczało, że mogliśmy monitorować zarówno poziom stresu kierowcy przed startem, jak i pracę organizmu w trakcie wyścigu. Jak wiecie, my to lubimy się edukować i wyrwać naprzód z pomysłem, a więc postanowiliśmy skorzystać z tej funkcji.

Aby tętno było mierzone poprawnie, słuchawki należało najpierw skalibrować. Pierwsza faza kalibracji odbywa się w spoczynku, czyli zakładamy słuchafony i stoimy w miejscu, nie gadamy. Później zaczynają się jaja, ponieważ trzeba trochę pobiegać, poskakać tak, aby tętno znacząco urosło. U Janka nie było z tym żadnych problemów.

Po skalibrowaniu słuchawek otworzyły się kolejne, nowe możliwości. Okazuje się, że aplikacja Jabra Sport posiada swój własny system treningowy! Możemy wybrać, jaki trening nas interesuje, a miła Pani w słuchawce podpowie nam kolejne ćwiczenie, liczbę powtórzeń i td. Jest to idealne dla sportowca, a Janek zaczął korzystać z tej funkcjonalności po prostu na siłce. No ale my nie o tym, tylko o komunikacji w wyścigach.

43675397_705438299810400_3230703859231883264_n

Nadeszły gigantyczne obawy, bo przecież w tych pchełkach mikrofon jest w uchu… A Janek musiał założyć na to jeszcze balaklawę i kask. W jaki sposób niby mam go usłyszeć? W jaki sposób mam w ogóle nie usłyszeć szumu z auta, ryku silnika – jego i jego kompanów? Obawy się potwierdziły. Gdy Janek stał na polach przedstartowych, słyszałam wyłącznie to, co dzieje się wokół, a jego ledwo ledwo… Stwierdziłam, że no ok, to on mnie musi słyszeć a z tego, co się zorientowaliśmy, on słyszał mnie doskonale.

Potem zaczął się wyścig. Nie wiem, jak te słuchawki to zrobiły, ale Janek był słyszalny, a porykiwania jego truskawkowego kompotu były w miarę uciszone. Widocznie automatyczna redukcja szumów wybrała poprawnie i takie właśnie mam wrażenie, ponieważ w momencie wejścia na obroty przed samym startem auto miarowo cichło, mimo utrzymania takich samych obrotów. Słyszeliśmy się doskonale w obie strony. Mało tego – wszystko nagraliśmy, więc zmontujemy dla Was coś mega śmiesznego potem :).

Dodatkowo zmierzyliśmy tętno i zobaczcie sami:

43518102_1957361127681842_4808985511651704832_n

Pierwsze 13 minut to oczekiwanie na polach startowych i tętno oscyluje w okolicach 120 uderzeń na minutę. To jest w miarę ok, natomiast sugeruje stresik. Patrzcie, co dzieje się w 16 minucie. Wtedy to Janek podjechał na linię startu i wyczekiwał na zielone światło na semaforze. Kolejne 4 minuty to sam wyścig. Jak widzicie, natychmiast po wyścigu tętno spadło do poziomu z oczekiwania na polach startowych. Fajny pomiar, co nie?

Dodatkowo mierzyliśmy kalorie:

43537992_2487461144597675_4003611089894899712_n

Jak widzicie, podczas jednego wyścigu Janek zjarał ponad 300 kcal. 4 wyścigi dają 1200 kcal. I niech mi ktoś powie, że sport samochodowy to nie sport???!!! Bzdura!

Co do moich wrażeń jako spottera, to przyznam szczerze, że funkcja wyciszania szumów z zewnątrz w słuchawkach Jabra Elite 65e jest zbawieniem. Bałam się , że w porównaniu do wielkich słuchawek JBL będę słyszeć słabo, bo one jednak zakrywały całe ucho i dobrze izolowały, a tutaj pchełka… No ale włączyłam sobie to aktywne wyciszenie i było cacy! Byłam tylko ja, kierowca i wyścig do zrobienia.

Dodatkowo, ponieważ same słuchawki dobrze siedzą (jedne i drugie) i zatykają ucho chroniąc je mechanicznie od dźwięków z zewnątrz, to producent przewidział konieczność słuchania otoczenia (np w samochodzie, kiedy musimy słyszeć karetkę, klakson, radio) i stworzył funkcję “hear through”, uruchamianą z aplikacji. Myśmy z Jankiem używali jej do podsłuchiwania ludzi w knajpie, hehehe :). Natomiast w harmidrze zawodów, wyciszenie przydało się choćby do… odpoczynku!

43672092_717013845326988_1096043020777684992_n

Przynajmniej sobie pospał :).

Zawody upłynęły nam bardzo miło, a Janek dał z siebie wszystko mimo tego, że Toruń do łatwych torów nie należy.

89dddWDA

Foto (C): Kodixfoto

1oYnoxvA

Foto (C): Kodixfoto

43573190_181402979408846_2388100618003677184_n

MSdhqnOQ

Foto (C): Kodixfoto

No dobra, u Janka to się sprawdziło, przyszła kolej na mnie i znowu obawy, że w moje ucho na pewno nie będzie pasować. Zmieniliśmy gumki (używaliśmy tych samych słuchawek, więc choćby dla higieny) i okazało się, że nie da rady. Słuchawka wypadała mi z ucha, była za duża, nie byłam w stanie jej wcisnąć. Myślałam, że się zapłaczę, a Kocur wymyślił, że przyklei mi je po prostu plastrem do uszu. No dziękuję bardzo, przy okazji depilacja głowy zapewniona! Nie, nie, nie!

Oczywiście okazało się, że po pierwsze wymyśliłam sobie złe gumki, bo nie mogłam skumać zasady “wkręcania” słuchawki w ucho. W końcu Kocur to rozkminił i udało się dobrać gumki, a potem odpowiednio wkręcić słuchawkę, także nie poddawajcie się, jakby co – choć dla mnie to zadanie łatwe nie było :).

Pojechaliśmy najpierw na trening do Słomczyna, a potem do Poznania, gdzie spottował mnie Kocur. Trochę na ślepo, bo nie widział 70%  toru w Poznaniu, ale meldowałam, gdzie jestem – po nazwach zakrętów, w Poznaniu prawie każdy zakręt ma swoją nazwę – a on dyktował i przypominał plan działania.

43557434_159098938367825_7230423270669942784_n

Ja jestem z tych, co nie potrafią wdrożyć poprawek natychmiast, chyba, że ktoś mi o tym na bieżąco przypomni. W Słomczynie zrobiliśmy genialny czas na poziomie 0:41, a w Poznaniu w ten sposób Kocur wysterował mnie z czasu 2:12 do 2:04, czułam się w miarę bezpiecznie. Były to też dla nas testy samochodu, więc na bieżąco meldowałam, co dzieje się z samochodem. Monitorowałam parametry temperatur, doładowania, opisywałam wrażenia z hamowania, konsultowałam bicie na oponach, które było dla mnie nowością. Wszystko na bieżąco, w trakcie jazdy. Komunikowałam też, jak się czuję, ponieważ za sobą miałam mega ciężką noc z grypą żołądkową. Mimo ściśniętego żołądka udało się we w miarę dużym komforcie “zaliczyć” ten trening. Bardzo dobrze się słyszeliśmy, a Kocur był cały czas przy mnie – jakby siedział obok. Dodawało to otuchy moim zszarganym nerwom.

Potem przyszedł czas na “prawilne” wyścigi. Poziom stresu sięgnął Zenitu!

Nerwy zaczęły się już w dniu wyjazdu bo okazało się, że nie mamy kierowcy do busa, a więc ja muszę nim jechać. Nigdy wcześniej nie jeździłam tak dużym autem, a w dodatku wizja spędzenia 5h w samotności przed samymi wyścigami, w trasie, jeszcze bardziej mnie mroziła. I już tutaj wkroczyła Jabra. Oba zestawy działają bardzo długo. Elite 65e “trzymają” spokojnie ponad 10h rozmowy / słuchania muzyki, zaś Sporty około 4h. Sprawdziły się w boju, bo jechaliśmy aż 6h, ciągle gadając z Kocurem. Oczywiście do Poznania dojechaliśmy już na komunikacie “battery low” w Sportach, ale dojechaliśmy i działały dłużej, niż ustawa przewiduje. Potem nawet ich nie ładowałam (nie miałam tylu ładowarek), odłożyłam po prostu do etui, które jest power bankiem dla nich, a w którym naładowały się znów do pełna.

_MG_7369

Natomiast na tym etapie byłam już tak zadowolona z naszych Jaberek, że postanowiłam oznajmić to całemu towarzystwu:

j68Bh5jQ

Foto (C): Kodixfoto

poxB0XLA

Foto (C): Kodixfoto

Tutaj słuchawki odegrały niezwykłą rolę, bo dosłownie uratowały mi życie i uratowały dobre imię naszego zespołu. Na wyścigach często łączy się kilka różnych klas w taki sposób, aby wypełnić pojemność toru (20 samochodów). Ja miałam jechać z autami, które dublowałyby mnie maksymalnie raz podczas wyścigu, ale plany organizatora się zmieniły i finalnie jechałam razem z całą klasą D4, do której zaliczały się również samochody Porsche i Lamborghini. To oznaczało wielokrotne dublowanie podczas wyścigu przez znacznie szybsze auta, a mój stres urósł jeszcze bardziej. Na szczęście mój spotter – Filip, z ogromnym doświadczeniem w motorsporcie wiedział co i jak i uprzedzał zawczasu, abym uważała. Podawał mi markę i kolor auta tak, abym wiedziała, że na pewno będę dublowana i żebym mogła dużo wcześniej zwolnić kolegom linię wyścigową, nie stopując ich.

  • Za 3 zakręty pomarańczowy Huracan
  • Na prostej startowej biała 911
  • Grupa Renówek w pierwszym lewym

To były mega istotne informacje, które pozwalały mi ustawić się przed zakrętem tak, aby zwolnić linię wyścigową i wiedziałam, dla ilu samochodów mam zrobić miejsce. Po pierwszym wyścigu kierowcy pytali mnie, czy robię to specjalnie, bo nie mogli uwierzyć chyba ;). Niektórzy nawet podziękowali za “sportowe zachowanie”. Wszystkie dublowania odbyły się praktycznie w maksymalnym bezpieczeństwie na pierwszym i drugim wyścigu, bez zbytniego przeszkadzania innym.

Potem, wieczorem przyszła pora na “odrabianie lekcji”. Wtedy to oglądaliśmy on-boardy i omawialiśmy nową linię przejazdu po Torze Poznań. Niestety, nie zapamiętałam niczego. Umówiliśmy się z Filipem, że będę mu meldować, gdzie jestem, a on na tej podstawie będzie dyktował, co mam robić w kolejnym zakręcie. Przez bite 30 minut treningu kwalifikacyjnego jak mantrę powtarzał, co mam robić. Niemal od razu zaczęliśmy od czasu 2:00, co było poprawą w stosunku do czasu z pierwszych kwalifikacji o 6 seknud! A do wyścigu o 3 sekundy! Na bieżąco słyszałam Agatę, która stała obok Filipa i zczytywała czasy z relacji on-line. Poprawiałam o setne, ale usłyszałam też głos Kocura, że to jest jedno, opóźnione hamowanie i zejdziemy poniżej 2:00. To było moim marzeniem, no i finalnie udało się! Ukończyliśmy kwalifikacje z czasem 1:58.5! Po przecięciu linii mety usłyszałam wrzaski i tupanie mojej ekipy, musiałam dopytać: Ile? Co usłyszycie na filmiku:

https://www.facebook.com/madcatsgarage/videos/269423843699119/

Na drugim wyścigu zaś miałam awarię i całe szczęście, że się słyszeliśmy. Filip poprzez komunikację monitorował parametry samochodu i doradzał, co mam robić w danym momencie (np. wbić wyższy bieg, aby obniżyć obroty silnika), po czym po kilku okrążeniach z falującą temperaturą wody i oleju wspólnie z Kocurem, we trójkę podjęliśmy decyzję o zjeździe do Pit Lane, aby dolać płynu chłodniczego i na tyle, na ile się dało odpowietrzyć układ. Wina leżała po stronie korka od chłodnicy. Gdyby nie komunikacja, prawdopodobnie nie miałabym teraz silnika lub przynajmniej nie ukończyłabym wyścigu, a na pewno nie wyszlibyśmy z tego z twarzą.

sGNgeQPg

Foto (C): Kodixfoto

Jak widzicie powyżej, to już była jazda po “eksplozji” korka z chłodnicy (zalany splitter). Dwa okrążenia ogniem, jedno na 5-tym biegu, jednak daliśmy radę i przecieliśmy linię mety. Niestety nie udało się zrobić wystarczającej liczby okrążeń, aby sklasyfikowano nas w drugim wyścigu. W każdym razie – w trakcie – na duchu ciągle podtrzymywał Filip i reszta ekipy stojąca obok, którą słyszałam :). Bardzo to pomogło.

Niestety, w moim uchu Sporty nie leżały na tyle dobrze, aby mierzyć mój puls na bieżąco i go zapisać, więc nie powiem Wam dokładnie, co działo się z moim organizmem – ani przed, ani w trakcie wyścigu, ani też podczas “Pit Stopu” w depot.

Spotting jest bardzo popularny w NASCAR, a także w RX, natomiast na wyścigach byliśmy trochę dziwadłami i spotkaliśmy się z komentarzami typu: “A no tak, Wy macie taki nawyk z Rallycrossu”. Tak, owszem, ale polecamy na maksa :). Szczególnie debiutantom :).

Co do samego sprzętu, to wiem na pewno, że te słuchawki są super alternatywą do interkomu. Nie jestem w stanie w tym budżecie w tej chwili wymyślić żadnej innej alternatywy dla tak sprawnej komunikacji na wyścigach, zaś w naszym wypadku, czyli początkujących, małych “żuczków” ta komunikacja jest niezbędna. Na ten moment zostajemy przy Jabrach, Wam również polecamy.